Polska prowadzi rabunkową gospodarkę leśną. „Oni są ponad prawem”
Zapraszam do przeczytania obszernego artykułu blogera „Akwarystyka Tradycyjna”, którego polecam. Temat artykułu nie dotyczy tym razem hobby, jakim jest akwarystyka. Artykuł dotyczy myślistwa, gospodarki leśnej i patologii, jakie są w tym środowisku.
Słyszeliśmy niedawno, że rząd Ewy Kopacz (PO) nałożył gruby podatek na Lasy Państwowe, by ta firma w konsekwencji zbankrutowała. I by trzeba było ją sprzedać ludziom z za granicy. Ale na tym nie kończą się patologie polskich lasów.
Otóż w naszym kraju szeroko rozwinięty jest ruch myśliwski. Myśliwi traktują lasy jak swoją własność, jak rewiry do odstrzelenia. A zwierzęta tam przebywające – jak intruzów.
Sprawa wcale nie jest tak jasna i jednoznaczna, jak przedstawiają ją myśliwi. Rzecz dotyczy ogólnej filozofii gospodarki leśnej, i nie chodzi tu tylko o masowe zabijanie zwierząt. Jest to gospodarka rabunkowa, eksploatacyjna, nastawiona na zysk za wszelką cenę.
Postrzegam to szeroko, jako kolejną patologię ówczesnego dzikiego kapitalizmu neoliberalnego. Gdzie zysk i pieniądz jest dużo ważniejszy, niż przywrócenie planetarnej równowagi i ochrona środowiska przed zagładą. Ba, polityka korporacji farmaceutycznych pokazuje nawet, że zysk i pieniądz w kapitalizmie liczy się bardziej, niż ludzkie zdrowie i życie.
Uważam że nasza cywilizacja popełniła straszny błąd, adaptując tak psychopatyczną i zdehumanizowaną filozofię, jak neoliberalny kapitalizm. Wpływa ona nie tylko na to, że mamy kolejne wielkie wymieranie gatunków roślin i zwierząt. Ale wpływa też negatywnie na umysłowość i świadomość ludzi na Ziemi. Bowiem destrukcyjne wzorce rywalizacji i wyścigu szczurów zaszczepia się już w dzieciństwie, gdy podświadomość człowieka jest najbardziej chłonna i nieodporna na bełkot.
Wstęp: Jarek Kefir
Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!
Słowo na niedzielę vol. 3 – gospodarka leśna i myślistwo
Cytuję: „Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół,długo co prawda oczekiwany ,ale jest. Wiele osób ,nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały,zagląda na strona Nie podaję ręki myśliwym, i i myśli sobie że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka i leśna a tylko krzyczą przeciw zabijaniu.Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą bo ”zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć,jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo,choć trudno zrozumieć ? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się że to wyjaśnione,a co kwestii miejskiej…Tylko 1 z administratorów mieszka w małym miasteczku,pozostała reszta to wiocha i słoma z butów. Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym,bardziej natomiast absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.
Gospodarka leśna,w skrócie.
Ludzie ,a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję że ”ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb” . Co za oszołom,nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna ! I tu bym polemizował ,ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć że Leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. ”Pozyskać” , brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina gdyż do tego były przeznaczone,lasy w polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych, którzy postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek ,to stratują ogrodzenie ,inne przeryją. Do diabła z takimi zwierzętami,nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie?.
Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego czyli podejścia jakie te osoby reprezentują,a jest to podejście rabunkowo -roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega,wiec mamy się nie mądrzyć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące,świerk ,sosna. Czasem gatunki liściaste,jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym ,wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat,natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić ,i choć się z tym nie zgadzam,mimo że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to….mogę się tylko nie zgadzać
Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska-ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w europie,powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska,racjonalne gospodarki etc. W sercu puszczy nie prowadzi się wycinek,nie usuwa martwych drzew ,w których często rozwijają się kolonie larw ”szkodliwych” owadów dla drzew,np brudnica mniszka. Wszystko gnije,rozkłada się powoli,rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu,jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy. Ja uważam że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik,a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki,np lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów.Z gryzoni skorzystają lisy,kuny,łasice,sowy. Tak naprawdę nie do końca wiadomo co rządzi gradacjami owadów i gryzoni,ale jedno jest pewne-to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności.W perspektywie czasu ,nawet po ostrych wysypach rozmaitych szkodników las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak,nie za naszego życia.I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz ochrony,bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt,tu i teraz,natychmiast,jeszcze za swojego życia. I dlatego często,w naszych założeniach przegrywamy. Od 2011 roku w otulinie puszczy nie można polować i ”pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest ,ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w puszczy zwierząt.
Synantropizacja
Wiele osób ,oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć że co to teraz będzie,lisy biegają po osiedlu,dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko. Zjawisko nosi nazwę jak wyżej i będzie się nasilać. Zwierzęta by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm ,musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny,które nie tylko nie bały się hałasu silnika a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych ,jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe drapieżniki jakimi są w wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego że na nas polują, po prostu w obecnym świecie ,przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć ? Myśliwi zdaje się nie rozumieją że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami,jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć.Inna droga ,według mysliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy,ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową,myśliwi czują agresję. To uraża ich ”godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spoko. Głośna sprawa danieli z grudziądza które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych ” Sk,,,ny nic się nie boją nawet”
Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia,jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał,bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię że to normalne by żubry chodziły po ulicach wsi,inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam. Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest:
Locha z młodymi ! Bardzo grozna. Gdyby nie myśliwi to nikt z was zasranych ekozj…bów do domu wieczorem nie dotarł.
Hm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo ”coś’ to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groznego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi. Już te 2 rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy ? Pierwsze,cechy osobnicze. Trafią się osobniki które szarżują na wszystko co się zbliży ale to ułamek procenta w całosći. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei-jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania,trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika.Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies,nawet domowy przydupas sobie wtedy poradzi,odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach. Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń,spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki ,sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo…a dalej..to już było wesoło. Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy,więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików ,nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola ,bałem się panicznie,jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi,wystarczyło się poruszyć,zaszeleścić ubraniem,smarknąć..Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe,ale też ciekawskie. Parę razy zdarzyło się że rozmawiając przez telefon,grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos,mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej by je odstraszyć,to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.
Dziki w miastach.
Zdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się,ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił że ,zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie,jakby wiedziały że nic im nie grozi. Nie były też agresywne . Przychodziły jakby po swoje, i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las,a zaraz za drogą osiedla. Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy,przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.
Odyńce.
Osobiście uważam że potrafią być grozniejsze niż lochy,a to dlatego że są bardziej hm,jakby to powiedzieć złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach,dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają ,ale. Dawniej bywało że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej nie mają naturalnych wrogów a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie ,pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec,nazywaliśmy go żartobliwie albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki 2 kiedy albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu. Ja podejrzewam że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15 ,śnieg skrzypiał strasznie,musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak,znalazłbym się na otwartym polu w razie co bez szans. Poczekałem 10 min aż skończy sobie ryć,ale nie miał zamiaru. No to petarda, 1 odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga,bum. Nic. Dopiero po 3 niechętnie wolnym truchtem,gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika ,czujnego przecież na najmniejszy szelest,stąd moja teoria o głuchocie ,częściowej przynajmniej.
Wilk selekcjoner?
Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody ,co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem ” Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny,ja zastępuję to brakującego ogniwo” . I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych ,a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące,wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją,my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem,nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera,który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) Sztukę słabszą,chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem. Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię,po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić,obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraznie nie utyka czy nie kuleje,sierść jest normalna,tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia,w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek,a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka,niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo,nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać ,to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma,najpierw jest ucieczka do wyczerpania,potem zależnie od przeciwnika pojedyńcze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi..no,co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni ,to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi ,że Zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk. I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego ?Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik,gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby,warunki pogodowe,brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość ,odwracać kota ogonem ; To co ,ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba która pierw dokarmia potem zabija,której pasją jest zabijanie ,dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań,szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie,tak ma zdychać. To naturalne w przyrodzie że jedne zwierzęta zdychają z głodu,inne ze starości inne w paszczy drapieżnika.Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich ”lubie mięso” ,ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali że jest głowną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi,ziemniaków,buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują ,a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. Pisklaki które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda. Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt,cóż odpowiemy? Żenada.
Odstrzał Sanitarny
Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak że panowie marudzili z przyjazdem ,odsyłali do weterynarza,policji. Sprawdziłem o co chodzi i 1 myśliwy powiedział mi; ” Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt,bo na mięso przecież nie można.” No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem,choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem bo ”próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia” . Pomieszanie z poplątaniem,ale zawsze powtarzam, że na trzezwo ciężko zrozumieć co w ich ”logice” siedzi.
Czarny zwierz
W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś,wilk,czasem i lis, orzeł bielik i przedni ,puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem ,o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść,tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki ,i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z 7 czy 8 przeżywały 3. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy,w kupie siła) aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa ,czyli np 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa,często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych,pamiętajmy że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na ”czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy,a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią,nie wystarczy przegryzc gardła jak sarnie.
Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami,prowadzi odyniec prowodyr. Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce,które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy,czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w ”tylnej straży” ,jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana,a następnie atakowana ze wszystkich stron,aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w 2 nogach ,w zasadzie pozamiatane . Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu,kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę,jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych . W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki…podjadania braci.
Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności,najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi,zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie,natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę by strącić napastnika,lub jeśli jest ”kumaty” przewraca się co grozi połamaniem żeber rysia. W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział. Ale co chciałem powiedzieć,wiele osób uważa że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce ”za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.
Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka.
Owo magiczne i tajemnicze słowo ,którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści i ci ”nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny,jej dokarmianiu,odstrzału. Powiem tak,za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 30 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki ,bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej.Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat,jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego,z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.
Pamiętamy przecież tą ochronę ,kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80 o drastycznym spadku liczebności głuszca,panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna,panowie chełpią się że założyli fundację ochrony głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii,ot grzesznik odprawia pokutę. Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik. Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei,Sarna? Zgryza oziminy ,korę z młodych drzewek,szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie,parszywy szkodnik ,zgryzający korę w sadach,uprawy warzywne. Lis? No bój się boga ekooszołomie ,jak możesz pytać. Wynosi kury,łapie myszy, ptactwo ,do gazu z nim ! (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami. Serio,zajrzyjcie na ich fan page). Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik ? Jest ich za dużo !
Wilk? Szkodnik,bo zmniejsza mysliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo . Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant,wypuszczany by można było na niego sobie zapolować. W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie że ich podejście do rzadszych gatunków typu Wilk,ryś, łoś jest takie- Nie mają prawa bytu ponieważ mamy XXI wiek,nie ma wystarczającej ilości siedlisk by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska.
Często lubią pytać na stronach antyłowieckich co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody z przed komputerka. Ktoś napisał że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami,ale panowie przekonani o swej przydatności bo ; Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie by móc ją potem zastrzelić. Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt,a pseudomiłośników przyrody z pod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia,a spróbujcie powiedzieć że dokarmia się od niespełna 150 lat ,a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce łowieckiej. I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej ,buduje dla zwierzątek ambonę,żeby potem z niej strzelać. I na tym w zasadzie kończą się ”racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa.
🌳 Niezależni twórcy, tacy jak ja, dostarczają Ci ukrywane przez system informacje. Twoje wsparcie gwarantuje częste i regularne publikacje, które pozwalają na dalsze ujawnianie prawdy: ⬇️
1️⃣ NR KONTA: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
DLA: Jarosław Adam / TYTUŁEM: darowizna
2️⃣ PAY PAL: [ LINK TUTAJ ]
3️⃣ BUY COFFE: [ LINK TUTAJ ]
4️⃣ BTC: bc1qlx8la2wdmfwnsx8kfr27tu43u0ux6fyamhnevm



Dodaj komentarz