Moje profile – jest tam więcej materiałów:

Dołącz do 1 843 innych subskrybentów
Las zamiast klubu, wędrówka zamiast tańca

Leśna ścieżka zamiast dyskoteki? „Takerzy” wracają do natury – i do sacrum!

Coś się zmienia. Coś się przesuwa w zbiorowej duszy tego pokolenia. Kiedyś królował klub, stroboskop, dym, pot i techno do bladego świtu. Dziś – coraz więcej ludzi (młodych i w średnim wieku), wybiera inną drogę. Dosłownie. Zamiast opłacać wejściówkę do dusznego klubu z plastikową atmosferą – pakują plecak, zakładają wygodne buty i… wyruszają w dzicz.

Mówi się na nich takerzy – od angielskiego taker, czyli ten, który bierze. Ale nie chodzi już tylko o branie substancji. Chodzi o branie życia garściami. O doświadczanie natury wszystkimi zmysłami – świadomie, z otwartym sercem i rozszerzoną percepcją.

Rave pod sosną? Nie, to już rytuał

Ci nowi nomadzi nie szukają już clubbingowego szaleństwa, w którym ego pompuje się jak balon przy każdych technicznych uderzeniach o szybkości 130 BPM. Szukają kontaktu. Z samym sobą. Z naturą. Z archetypami. Z Laszym – duchem lasu znanym z wierzeń słowiańskich. A także z duchami przodków, bogami roślin, zwierząt, wodnych toni i polnych rozdroży.

Substancje? Tak. Ale inaczej. MDMA, LSD, grzyby, haszysz, marihuana – nie są tu tylko narzędziami do zabawy. Są sakramentami. Wzmacniają kolory liści, szum traw, zapach deszczu. Rozszerzają nie tylko źrenice – ale i świadomość. Pomagają doświadczyć rzeczywistości jako cudownej, żywej, wielowymiarowej.

Jak to opisał jeden z uczestników takich leśnych ekspedycji:

„Nie potrzebuję już klubów. Wystarczy mi leśna polana o świcie, blask słońca na pajęczynie i świadomość, że jestem częścią czegoś większego. To nie jest trip – to jest powrót do domu.”

Jest w tym coś więcej niż tylko moda. To reakcja immunologiczna duszy na świat, który stał się zbyt szybki, zbyt plastikowy i zbyt powierzchowny. To powrót do pierwotnego rytuału, do inicjacji, do stanu, w którym człowiek staje twarzą w twarz z żywiołem natury – i z samym sobą.

Podczas gdy system wmawia nam, że ekstaza to weekend w centrum handlowym i paczka chipsów z Netflixem, ci młodzi mistycy mówią: nie, dziękuję. Ich ekstaza jest cicha. Przychodzi z szelestem liści, z dźwiękiem dzięcioła, z kroplą rosy na trawie. A czasem z lekkim pulsowaniem LSD w duszy.


Nie tylko ucieczka – ale też bunt przeciw systemowi

To nie tylko duchowość. To także bunt przeciwko systemowi. Bo co bardziej obnaża groteskę nowoczesności niż to, że człowiek musi „uciekać” do lasu, żeby poczuć się normalnie?

Las staje się świątynią, łąka staje się ołtarzem, a sam akt marszu – medytacją. Wędrowanie z substancją to forma współczesnego szamaństwa. To nie ucieczka od życia – to powrót do życia. Wbrew narracji, że wszystko, co cenne, musi być opłacone, odliczone i skontrolowane.

Czy tak będzie wyglądać nowa duchowość? Czy raver stanie się wędrowcem, a trip – rytualnym przejściem leśnymi bądź polnymi ścieżkami? Może jesteśmy świadkami renesansu, który przebiega ponad radarami mediów, instytucji i oficjalnych religii.

Być może w ciszy lasów, w świetle księżyca odbijającego się w jeziorze, właśnie powstaje nowy archetyp:
człowiek świadomy, połączony z ziemią, psychiką i kosmosem – wolny od korporacyjnej matni. I może – kto wie – Laszy patrzy na to wszystko z uśmiechem.. Cicho. Z ukrycia.


Jeśli podoba Ci się moja publicystyka, możesz mnie wesprzeć dobrowolną darowizną. Dzięki Tobie mogę tworzyć dalej:

➡️ NR KONTA: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
➡️ BLIK: 886 489 463
➡️ BUY COFFE: [Kliknij tu]
➡️ PAYPAL: [Kliknij tu]


Odkryj więcej z Jarek Kefir Bez Cenzury – Niezależne Media

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz


Odkryj więcej z Jarek Kefir Bez Cenzury - Niezależne Media

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej