3 dni ciemności: opowiadanie
Wigilia 24 grudnia roku była ostatnią chwilą „normalności”, jaką ludzkość pamiętała. Wszystko potoczyło się powoli, jak w złym śnie: najpierw załamanie giełd, potem zawieszenie ich notowań, potem sieci GSM, internet, telewizja przestały działać. Ludzie, pozbawieni swojego elektronicznego narkotyku, nagle zaczęli na nowo odkrywać…. siebie. A raczej swoje lęki, relacje, traumatyzacje, ciszę, której od lat unikali.
Pierwszy dzień ciemności: 25 grudnia 2025
Gdy 25 grudnia ludzie budzili się standardowo później, czasami i o 10 rano, świat odkrył, że wciąż jest noc, słońce nie wzeszło. Ale panika nie wybuchła od razu. Najpierw był tylko zamęt, dezorientacja. Ludzie myśleli: „Zaćmienie? Chmury? Opad radioaktywny? Coś astronomicznego?” Ale ta czerń była nienaturalna. Nie była nocą. Nie była chmurą. To była pustka – absolutna, gęsta, lepka, jak smoła. Bez światła księżyca ani nawet gwiazd.
Wkrótce padły elektrownie. Generatory prądotwórcze, które miały działać tygodniami – gasły po dwóch, trzech godzinach. Jakby coś wysysało energię z urządzeń…. i co gorsza, także z ludzi. Psy wyły, nie chciały wychodzić na dwór. Koty chowały się w szafach, a te dzikie – drapały w drzwi, błagając o wpuszczenie do środka. Ptaki milczały, a krowy i konie na wsiach kopały w drzwi stajni, jakby chciały uciec gdziekolwiek, byle dalej od tego, co wisiało nad światem.
W blokach ludzie barykadowali drzwi, przestawiali szafy pod wejście. Mężczyźni szeptali między sobą, patrząc w ciemność klatki schodowej na dół, że „coś tam w dole chodzi… jakby po schodach”. Ale nikt nie miał odwagi sprawdzić. Więc wszyscy spierdzielili do swoich mieszkań, dodatkowo ryglując wszelkie drzwi i zasłaniając okna. To była pierwsza noc, kiedy ludzie spali w pełni ubrani, mężczyźni z nożami i siekierami pod poduszką, albo po prostu skuleni pod kocami, modląc się, żeby zasnąć.
Modlitwy, których nie wypowiadali od lat, wróciły same.
Drugi dzień ciemności: 26 grudnia 2025
Najgorsze przyszło nie z zewnątrz, ale ze środka. Eksplodował globalny cień ludzkości w pełnej krasie. Kiedy światła nie ma, gdy czas przestaje istnieć, gdy człowiek jest pozbawiony otępiającej elektroniki, zostaje sam na sam z.… sobą. Sam na sam, jak i z rodziną, zawieszeni w bezczasie otchłani. Wiele rodzin przeżyło w te dni swoje najpoważniejsze rozmowy od dekad. Niektóre małżeństwa po raz pierwszy od lat usiadły obok siebie, trzymając się za ręce, zamiast scrollować telefon.
Ale były też domy, w których zaległe konflikty wybuchły jak bomby. Ktoś w jednym bloku ryczał przez drzwi: „Ja już tego nie wytrzymam! To przez ciebie utknęliśmy w tym piekle!”
Ktoś inny wyszedł na klatkę po wodę – i nie wrócił. Dzieci, które jeszcze przedwczoraj kłóciły się o tablety, teraz siedziały cicho owinięte kocami, mówiąc, że „za oknem coś stoi, ale nie człowiek”. Zwierzęta miały rację; coś chodziło po miastach. Nie było światła, więc nikt tego nie widział, ale słychać było skrobanie, jakby wielkie pazury drapały o asfalt. Jakby coś próbowało wejść do domów, ale…. nie mogło. Jakby światło ludzkich emocji, nadziei, strachu, przemyśleń, tworzyło barierę.
Stało się coś, czego ludzie nie mogli zrozumieć: czas płynął zupełnie inaczej. Jedni twierdzili, że mijało kilkanaście godzin, inni – że kilka minut. Jedni nie spali trzy doby, inni śnili koszmary i budzili się po kilku minutach, z poczuciem, że minęła cała noc. Świat, jakby odcięty od Słońca i Księżyca, przestał istnieć w znanej formie.
Trzeci dzień – 27 grudnia 2025
To była najbardziej złowroga noc. Ludzie zaczęli słyszeć szepty. Nie głosy, lecz szepty. Jakby ktoś mówił tuż za ścianą ich własnymi myślami. Myślami wypartymi, których oni przez całe życie się bali lub ich wstydzili. Ktoś wołał po imieniu osoby, które zmarły lata temu. Ktoś inny słyszał płacz dziecka, choć żadnego dziecka nie miał. Pojawiły się też sny – identyczne u tysięcy osób na całym świecie.
Śniła się ziemia pękająca jak jajko, a z jej wnętrza wydobywało się pomarańczowe światło. Śniło się drugie Słońce, ale jakby…. wewnętrzne, duchowe, rodzące się w ciemności. Śniło się, że „ktoś czeka, aż ludzie się obudzą”. W trzecią noc wielu ludzi płakało bez powodu. Inni szeptali modlitwy, których uczyły ich babuszki pamiętające czasy dawnych Kresów Wschodnich. Ktoś z sąsiadów wziął do ręki różaniec, choć od lat śmiał się z wiary.
Nikt już nie miał siły na konflikty. Ego, duma, pycha, posypały się jak domek z kart, uległy dezintegracji u praktycznie wszystkich ludzi. Świat siedział w ciemności, kompletnie nagi psychicznie. Nie wszyscy dali radę. Jeśli ładunek pogardy, nienawiści, narcyzmu, wyrządzonego innym zła był u danego człowieka duży, i on nie mógł sobie z nim poradzić psychicznie, bywało, że doznawał obłędu, wychodził na zewnątrz i już nigdy nie wracał. Albo umierał po prostu na zawał serca, wywołany potwornym stresem.
Czwarty dzień, 28 grudnia 2025, świt
Najpierw przyszła…. cisza. A potem coś, czego nikt się nie spodziewał: pomarańczowa łuna na horyzoncie. Ludzie wyjrzeli przez okna. Z ostrożności, ze strachem, ale i z nadzieją. Światło rosło, ale było inne niż słoneczne; bardziej złote, czyste, potężne, jakby…. nowe. Jakby przez trzy dni coś w kosmosie obracało się, zmieniało, pękało.
Kiedy ludzie wybiegli na ulice, zobaczyli to: dwa Słońca na niebie. Jedno to znane wszystkim. Drugie, mniejsze, pomarańczowe, nowe Słońce, jakby nie do końca materialne, drgające lekko jak hologram. Ludzie stali na ulicach z uniesionymi głowami. Nie krzyczeli. Nie panikowali. Po raz pierwszy w historii ludzkości panowała pełna, głęboka cisza.
Ktoś szepnął: „To dopiero początek.”
Ktoś inny: „To Słońce duszy…. nowe światło Ziemi.”
Wielu płakało. Nieliczni padli na kolana. Jeszcze inni uśmiechali się przez łzy, jakby nagle zrozumieli sens ostatnich dni. Na ulicach ludzie podchodzili do siebie, obejmowali się – nawet ci, którzy od lat byli w konflikcie. Niektórzy twierdzili, że drugie Słońce świeci nie tylko na niebie, ale i w ich wnętrzu.
Ale to nie był koniec…. Drugie Słońce nie znikało. Jego światło wpływało na ludzi dziwnie, jedni czuli przypływ siły. Inni przerażenie. Świat zaczął zmieniać się szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. I dopiero teraz zaczynał się prawdziwy test ludzkości.
P.S. do napisania tego opowiadania skłoniła mnie ta niepokojąca przepowiednia:
Inna moja radosna twórczość (opowiadania SF):
Ważna informacja dla istnienia niezależnych mediów!
❗ Proszę Was o wsparcie. Nie jako ktoś, kto wyciąga rękę – ale jako ktoś, kto wciąż stoi na nogach, mimo że świat próbuje go przygiąć. Jako ktoś, kto walczy o każdy tekst, o każdą publikację, o każdy oddech niezależności. Bo tylko dzięki Wam – nie korporacjom, nie politycznym reklamodawcom – mogę pisać prawdę bez kagańca, bez autocenzury, bez strachu, że komuś “na górze” się to nie spodoba.
Moja sytuacja jest trudna. Każdy dzień to łączenie kropek, zbieranie danych, godziny ślęczenia nad analizami, które często nie przynoszą żadnego wynagrodzenia. Jestem prekariuszem – człowiekiem pracy, który w zamian dostaje grosze i rachunki, które przychodzą jak nieubłagana pora deszczowa. Darowizny raz są, raz ich nie ma – ale obowiązki nie znikają nigdy. Wasze wsparcie to dla mnie tlen. Dosłownie. To moment, w którym mogę złapać oddech między jednym a drugim ciosem rzeczywistości. To możliwość pisania więcej, ostrzej, odważniej – bez ciągłego myślenia, czy jutro starczy na podstawowe koszty życia.
To Wy trzymacie mnie w pionie. To Wy sprawiacie, że mogę drążyć sprawy, których inni boją się nawet dotknąć. To Wy dajecie mi siłę, by nie odpuścić – gdy świat wariuje, a fałsz zalewa przestrzeń publiczną jak beton, który ma nas wszystkich przykryć. W zamian daję Wam to, co naprawdę mam – słowo bez filtrów, bez nacisków, bez sponsorów nad głową. Prawdę mówioną ludzkim językiem, a nie PR-owym bełkotem tworzonym pod dyrektywy. Jeśli czujecie, że to, co robię, ma dla Was wartość – jeśli moje publikacje pomagają Wam rozumieć ten chaos, przebić się przez mgłę dezinformacji – proszę, pomóżcie mi dalej tworzyć. Ta niezależność istnieje tylko dlatego, że Wy ją podtrzymujecie.
Dane do wsparcia:
1️⃣ Przelew tradycyjny:
Nr konta: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
Odbiorca: Jarosław Kasperski
Tytuł: Darowizna
Dla wpłat z zagranicy:
BIC/SWIFT: BIGBPLPWXXX
IBAN: PL84116022020000000619355350
2️⃣ Blik na nr telefonu: 886 489 463
3️⃣ Przez BuyCoffe: [Kliknij tu]
4️⃣ Przez PayPal (wygodne z zagranicy): [Kliknij tu]

![WIGILIA: 3 DNI CIEMNOŚCI [OPOWIADANIE SF]](https://jarek-kefir.art/wp-content/uploads/2025/11/create-a-featured-image-for-a-blog-post-titled-wigilia.png?w=1024)

Dodaj komentarz