Elity, pedofilia, okultyzm – teorie spiskowe stały się prawdą
Wiem, że być może przesadziłem, i to mocno, publikując ten artykuł. Treści w artykule są wyjątkowo drastyczne, nawet jak na standardy mojej strony. Ale teraz, gdy cały świat mówi o Epsteinie i innych zwyrolach (to była cała siatka), uznałem, że nie można milczeć.
Artykuł jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich [+18], a osobom nadwrażliwym i o słabych nerwach stanowczo odradzam czytanie tego artykułu.
Przeczytaj też: –Władza i pedofilia: ukryte powiązania elit

Władza i pedofilia: niemal psychodeliczna historia
Są takie momenty, gdy historia zaczyna wyglądać jakbyś znalazł się w Krainie Grzybów i jakby ktoś robił by Ci „Agatkę” z mózgu (kto oglądał, ten wie). Najpierw niewyraźny, głupkowaty bełkot Teufela, postaci z Krainy Grzybów, potem kontury czegoś tam, a na końcu konkretne nazwiska i zeznania, których nie da się już „odzobaczyć”. To zostanie z Tobą na zawsze. Akta Epsteina działają właśnie w ten sposób. Z każdym kolejnym przeciekiem, z każdym nazwiskiem, które wypływa na powierzchnię, sieć powiązań przestaje być teorią spiskową, a zaczyna przypominać architekturę pajęczynę, hydrę, ośmiornicę powiązań elit i ich zbrodniczych czynów. Zimną, logiczną, zaprojektowaną przez ludzi, którzy przez dekady poruszali się ponad prawem, ponad opinią publiczną, ponad moralnością.
W samym środku tej pajęczyny od lat pojawia się jedno nazwisko, a właściwie to dwa: bracia Podesta. John, szara eminencja i wielki architekt systemu, człowiek od brudnej roboty w białych rękawiczkach, doradca Clintonów, Obamy, twarz „deep state” zanim to pojęcie stało się modne w światku teorii spiskowych. I Tony, tzw lobbysta, który rozumie Waszyngton nie jako miasto, lecz jako system naczyń połączonych, w którym pieniądz, wpływy i tajemnice krążą szybciej niż krew.
Przeczytaj też: –Władza i pedofilia: to nie jest teoria spiskowa!

Sztuka dla elit czy sztuka dla zwyroli?
Przez lata mówiono o ich kolekcji przerażającej i nawiasem mówiąc, naprawdę obrzydliwej sztuki, z ironicznym uśmieszkiem. Ot, przecież to tylko wizja artysty wirtuoza, a elity zawsze lubiły prowokować, prawda? Ja nie widzę w tych obrazach nic, co mogłoby mnie wzbogacić jako człowieka. Ale już jakiegoś porąbanego zwyrola, taka kolekcja niepokojących i obrzydliwych malowideł mogłaby usatysfakcjonować. No i kolejny problem zaczyna się w momencie, gdy przestaje się patrzeć na te obrazy jak na „sztukę”, a zaczyna się widzieć je jako konkretny przekaz.
„Sztuka” Kim Noble, jest pełna zdeformowanych, przerażająco-groteskowych postaci, dziecięcych sylwetek, jawnej przemocy, seksualnej dwuznaczności. Nie jest to zwykła abstrakcja ani pełna prowokacji „sztuka” nowoczesna. W normalnych ludziach, którzy nie są zwyrolami, wywołuje ona instynktowny sprzeciw, ten pierwotny sygnał ostrzegawczy, który wszyscy znamy.
Gdyby to była jedna osoba, jeden czubek, któremu woda sodowa uderzyła do głowy, można by wzruszyć ramionami, ale tu nie chodzi o jeden przypadek. Chodzi o wzorzec, powtarzalność motywów, symboli okultystycznych, ohydno-wymiotnej „estetyki”, która pojawia się zbyt często w tych samych kręgach. O ludzi, którzy publicznie mówią o postępie, równości i tolerancji, a prywatnie otaczają się światem, w którym dominuje przemoc, wręcz zwierzęca dominacja i totalna dehumanizacja najsłabszych.
Przeczytaj też: –Elity pełne pedofilów i zbrodniarzy? Dowody!
Poniżej: galeria „sztuki” obecnej u Podesty. Aby powiększyć grafikę, kliknij na nią. Nie oglądać przy pełnym żołądku!














Epstein jak diabeł z pudełka
I nagle, zupełnie „przypadkiem”, w tle tej samej epoki pojawia się Jeffrey Epstein. Człowiek bez oficjalnego zawodu, a z dostępem do najważniejszych salonów świata. Bankier bez banku, filantrop bez fundacji, mentor bez uczniów, ale za to zwyrol z pełnym pakietem zwyrolstwa. Jego wyspa, jego samolot, jego rezydencje stają się dziś punktami orientacyjnymi na mapie. A nazwiska, które przewijają się w dokumentach, nie należą do marginesu. To centrum elit, sama śmietanka z TV i pierwszych stron gazet.
Kiedy ujawniane są informacje o bliskich relacjach Epsteina z ludźmi takimi jak Bill Gates, oficjalna propaganda próbuje to albo ośmieszyć, albo zbyć jednym słowem: „spotkania”, rozmowy biznesowe, no i oczywiście teorie spiskowe foliarzy. Ale w świecie elit nic nie jest przypadkowe. Czas najbardziej wpływowych ludzi na Ziemi nie jest rozdawany za darmo. Jeśli ktoś wracał do Epsteina wielokrotnie, jeśli utrzymywał relacje po jego skazaniu, to znaczy, że sam był w tym umoczony.
Przeczytaj też: –Mel Gibson: co ukrywa władza?

Okultystyczna i ohydna symbolika – czemu elity to lubią?
I wtedy wracamy do symboliki. Do tego, co wisi na ścianach, co stoi w salonach, co nie jest przeznaczone dla oczu ludziowców. Bo sztuka elit nie jest dekoracją ani ekstrawagancją. Jest sygnałem dla wtajemniczonych, językiem, którym mówi się rzeczy nie do powiedzenia publicznie. Ofiary, rytuały, przemoc, odwrócona moralność. To nie jest przypadek, to elementy mentalnej mapy świata, w której władza jest totalna i daje prawo do wszystkiego.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że podobna estetyka przenika do przestrzeni instytucjonalnych. Do miejsc, które mają symbolizować demokrację, współpracę, przyszłość. Gdy w siedzibach organizacji międzynarodowych pojawiają się tzw „dzieła” balansujące na granicy makabry, tłumaczy się to „prowokacją artystyczną” i „sztuką nowoczesną”. Ba, nawet w Watykanie w jednej z sal był krzyż, a na nim zamiast Jezusa był diabeł z kozimi kopytami. Ale ile razy można użyć tej samej wymówki, zanim stanie się ona publicznie zdemaskowana?
To nie jest oskarżenie wprost. To jest pytanie, które domaga się odpowiedzi. Jak głęboko sięga ta antykultura? Jak bardzo przeniknęła do polityki, medycyny, technologii, edukacji? Jakie decyzje zapadały w zamkniętych pokojach, przy ludziach, którzy patrząc na świat, widzą go nie jako wspólnotę, lecz jako zasób surowców i ludziowców?
Akta Epsteina nie są końcem tej historii. Są początkiem procesu, który może być bolesny, drastyczny, a dla wielu wręcz nie do zniesienia. Bo łatwiej wierzyć w bajkę o szurniętym milionerze, niż w systemowy problem elit, które przez dekady robiły czyny okropne, wręcz potworne. Łatwiej wyśmiać „niewinną symbolikę i foliarski przesadyzm,” niż przyznać, że coś na tym świecie jest głęboko chore. A jednak ta sieć się zacieśnia; krąg ujawnionych nazwisk i czynów się rozszerza. Każdy nowy dokument, każde nowe nazwisko sprawia, że sprawa śmierdzi coraz bardziej. I w pewnym momencie trzeba będzie odpowiedzieć nie tylko na pytanie „kto?”, ale na znacznie trudniejsze: „dlaczego pozwoliliśmy im na tak straszne, zbrodnicze czyny?.”
Poniżej: galeria z najbardziej drastycznymi treściami. Jeśli nie masz mocnych nerwów, odradzam. Aby powiększyć grafikę, kliknij na nią:








❗ Proszę Was o wsparcie. Nie w pozycji żebraka, tylko człowieka na froncie. Bo to właśnie dzięki Wam, a nie korporacjom, nie grantom, nie politycznym sponsorom, mogę pisać prawdę bez kagańca, i bez autocenzury. Moja sytuacja jest trudna, choć każdego dnia walczę: tworzę, analizuję, składam fakty w całość, łączę kropki. Jestem prekariuszem, czyli pracującym człowiekiem, który mimo realnej pracy zarabia grosze. Dodatkowo teraz jestem na nisko płatnym postojowym i mam w planie zmienić pracę. Każdy tekst to jest jednak trochę roboty, często zupełnie nieopłaconej, bo darowizny raz są, raz ich nie ma. Rachunki natomiast przychodzą zawsze.
System nie interesuje się tym, czy autor właśnie kończy artykuł. Każde Wasze wsparcie to tlen. Dosłownie. To moment oddechu pomiędzy jednym a drugim ciosem rzeczywistości. To możliwość publikowania częściej, szerzej i mocniej, bez paraliżującego strachu, że jutro zabraknie na podstawowe sprawy. A taki strach jest, bo zbliża się 10 luty, czyli czas zapłaty czynszu za wynajem mieszkania. Muszę zebrać odpowiednią kwotę.
To Wy pozwalacie mi zachować niezależność. To Wy sprawiacie, że mogę drążyć tematy, których inni nawet nie chcą dotknąć. To Wy dajecie mi paliwo, by dalej robić swoje, mimo że świat coraz bardziej wariuje, a fałsz zalewa wszystko. W zamian daję Wam to, co dziś rzadkie i niewygodne: treść bez filtrów, bez nacisków, bez poprawności politycznej. Prawdę mówioną ludzkim głosem, a nie PRowy bełkot pisany pod odgórne dyrektywy. Wspierając mnie, wspieracie wolną myśl, nie tylko moją, ale i własną. Jeśli czujecie, że to, co tworzę, ma dla Was realną wartość, pomóżcie mi dalej pisać i publikować. Dane do wsparcia:
1️⃣ BLIK na numer telefonu: 886 489 463
2️⃣ Przelew tradycyjny: Nr konta: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna
Dla wpłat z zagranicy:
BIC/SWIFT: BIGBPLPWXXX
IBAN: PL84116022020000000619355350
3️⃣ Przez BuyCoffe: [Kliknij tu]
4️⃣ Przez PayPal (wygodne z zagranicy): [Kliknij tu]



Dodaj komentarz