Dubaj: raj influencerów i betonowa fatamorgana XXI wieku
Jeszcze kilka lat temu Dubaj był dla wielu Polaków egzotyczną ciekawostką. Odległym miastem na pustyni, o którym mówiło się z mieszaniną fascynacji i zdziwienia. Dziś jednak Dubaj stał się czymś więcej niż tylko turystyczną destynacją. Stał się produktem marketingowym sprzedawanym światu. I jak każdy produkt, musi być reklamowany.
Reklamą nie są już billboardy ani spoty telewizyjne. Reklamą są dziś influencerzy. Ludzie, którzy codziennie zalewają internet zdjęciami basenów na dachach drapaczy chmur, złotych cappuccino czy innych kolorowych bełtów w eleganckich szklankach, sztucznych palm na pustyni i luksusowych apartamentów z widokiem na sztuczne wyspy. Na ich profilach Dubaj wygląda jak raj, jak idealna wersja świata. Nie wiem tylko dla kogo, chyba dla kogoś pustego Wewnętrznie.
Sam beton i porażający skwar równie ohydnej pustyni. Gdzie lasy, gdzie drzewa, gdzie kwiaty, gdzie jeziorka nad którymi można posiedzieć w cieniu? Gdzie zabytki w miastach i miasteczkach? Gdzie ślady historii? Wszystko „plastykowe”, sztuczne, syntetyczne, wybudowane niedawno na martwej pustyni. Ja bym tam raczej zwariował, ale może to moja perspektywa jest jakaś skrzywiona? Aż na myśl przychodzi mi obraz monstrualnego Megacity One z filmów takich jak: „Sędzia Dreed” i „Dreed.” Tamto filmowe miasto, rozciągające się na tysiące kilometrów, robiło na mnie przytłaczające i naprawdę ponure wrażenie. Gdyż taka może być przyszłość – wyludniona prowincja, a ludność stłoczona w gigantycznych megamiastach więzieniach.
Ostrzeżenie: dalsza część artykułu zawiera średnio – drastyczne i ofensywne opisy. Mogą one być problematyczne dla niektórych osób nadwrażliwych i o słabych nerwach.
Przeczytaj też: –Dubaj: pułapka dla pięknych kobiet

Czysto, nowocześnie, bogato, bezpiecznie? Niekoniecznie….
Ale to jest tylko złudna scenografia. Dubaj przypomina gigantyczną, sztucznie wygenerowaną dekorację filmową. Miasto zbudowane z betonu, szkła i plastiku. Miejsce, które istnieje wyłącznie dlatego, że miliardy dolarów hajsu z ropy i często brudnych, a nawet krwawych finansów pozwalają podtrzymywać tę pustynną iluzję. Woda jest odsalana z morza, drzewa, o ile są prawdziwe (czyli żywe….) są sztucznie nawadniane. Temperatura latem potrafi być tak wysoka, że życie na zewnątrz staje się praktycznie niemożliwe; nie do zniesienia. Tylko budynek, klimatyzowany basen, apartament, bar czy klub. Nad morze popływać sobie nie pójdziesz, bo skwar jest porażający i wręcz niebezpieczny dla ludzkiego organizmu.
To nie jest naturalne miasto, nie ma tam nic z natury czy historii, to projekt marketingowy. Zjednoczone Emiraty Arabskie „umieją w marketing” i od lat inwestują gruby hajs w promocję swojego często nieprawdziwego wizerunku. Turystyka, luksus, biznes, bogaci szejkowie doceniający urodę influencerek (często też sztuczną i nieprawdziwą jak sam Dubaj….), raj podatkowy. To wszystko ma przyciągać kapitał z całego świata. I tutaj na scenę wchodzą influencerzy na pełnej petardzie. Ich rola jest prosta, pokazać Dubaj jako miejsce idealne, by biurowe pracownice z klasy średniej, klepiące 8 godzin dziennie Excela, zazdrościły i też chciały tam jechać. Nie rozumiem tej fascynacji wystrojonych panien z klasy średniej, o liberalnych poglądach, tym skrajnie patriarchalnym i islamskim krajem. Gdzie rządzi przecież dyktatura, a o demokracji i krytyce władzy nie ma nawet mowy.
Zdjęcia z basenu, zdjęcia z Lamborghi, słit focie na plaży, koniecznie że zbliżeniem na różne, że tak powiem „strategiczne” miejsca ciała. Zdjęcia z apartamentu w wieżowcu. Każde takie zdjęcie działa jak reklama, bo wywołuje w milionach równie lub też mniej atrakcyjnych młodych kobiet szczyt zazdrości. Każda relacja na Insta to tak naprawdę część lokowania produktu, umowy reklamowej. Cały, rozbudowany jak hydra system turystyki luksusowej i współprac marketingowych sprawia, że obraz Dubaju staje się częścią biznesu influencerów. Im bardziej błyszcząca blichtrem, kobiecymi piersiami i przepychem wizja, tym więcej kliknięć. A im więcej kliknięć, tym więcej kasy.
Ostatnio influencerzy, np Agnieszka Włodarczyk, najpierw zachwalała Dubaj. Wychwalała to pustynne, betonowe, martwe miejsce ze sztucznymi drzewami i kwiatami, jako idealne miejsce do życia. Gdy już nastąpiła inwazja na Iran i bombardowanie Dubaju, to zaczęła narzekać na hejt, jaki na nią spadł, że pojechała tam i zachwalała Dubaj już wtedy, gdy wiadomo było o nadchodzącej wojnie.

Raj podatkowy dla influencerów, pato-celebrytów, onlyfansiar i innych tego typu nierobów
Jest jeszcze drugi element tej układanki, który się ukrywa: podatki, podatki i jeszcze raz podatki. Wielu influencerów i internetowych przedsiębiorców (tzw inwestorzy, doradcy inwestycyjni i inni tego typu spekulanci szkodzący gospodarce), przenosi swoją rezydencję podatkową do Dubaju. Mechanizm jest prosty. Jeśli ktoś spędza tam odpowiednio dużo czasu i posiada status rezydenta, może rozliczać się podatkowo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. A tam podatki dochodowe są minimalne albo zerowe, zaś w Polsce by płacili urzędasom naprawdę gruby hajs.
Powstaje więc osobliwa sytuacja. Influencer zarabia głównie dzięki Polakom, treści są często w języku polskim, reklamy trafiają do Polaków. Ale podatki to już trafiają gdzie indziej, do państwa na pustyni. To jest właśnie ten jeden z powodów, dla których Dubaj stał się magnesem dla internetowych celebrytów z całej Europy i Ameryki.

Pustynna metropolia i naprawdę mroczne problemy
Jest jeszcze jedna strona tej historyjki o palmach na pustyni wśród betonu; ta strona jest już o wiele mniej insta-cool. Zjednoczone Emiraty Arabskie są jednym z najważniejszych węzłów finansowych i logistycznych świata. Przez Dubaj przechodzą ogromne przepływy kapitału, ludzi i towarów. Takie miejsca zawsze przyciągają również mroczną stronę życia. A to, co tam czasami się dzieje, jest szokujące i wręcz niewyobrażalne dla zwykłego 2-tygodniowego turysty. Organizacje międzynarodowe od lat biją na alarm, że region Zatoki Perskiej to rejon handlu ludźmi, nielegalnej i często wręcz niewolniczej pracy migrantów z biedniejszych krajów. W wielu raportach pojawiają się też zarzuty dotyczące warunków pracy robotników budujących te gigantyczne betonowe kloce. To są sprawy kompletnie nie pokazywane w influencerowych relacjach. Bo trudno zrobić ładne zdjęcie z takim tłem, i w ogóle „niedobra o tym mówić.”
Słodka iluzja pęka, gdy świat przypomina o rzeczywistości. Internet uwielbia bajki o luksusie. Ale rzeczywistość geopolityczna i geoekonomiczna już nie bierze pod uwagę influencerów ani ich modnych, 30-sekundowych rolek z Insta. Kiedy Bliskim Wschód został dosłownie podpalony, nagle okazuje się, że to miasto luksusu znajduje się w bardzo niestabilnym (chyba nawet najbardziej niestabilnym) regionie świata. I wtedy ta arcy-perfekcyjna iluzja spotyka swoją odwrotność, czyli brudną prawdę o różnych odcieniach szarości i czerni. Ci sami ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej za pieniądze szejków pokazywali raj na ziemi, nagle mówią o strachu, o niepewności, o spakowanych walizkach. I oczywiście mają ból doopy do polskich władz, że nie organizują dla nich lotów powrotnych.

Dubaj i ZEA: więcej, niż wyspa Epsteina! Światowa stolica handlu ludźmi!
Dubaj i Zjednoczone Emiraty Arabskie oficjalnie przedstawiane są jako kraina luksusu, bezpieczeństwa i nieskazitelnej nowoczesności. Jednak za tą perfekcyjnie wypolerowaną propagandą istnieje mroczniejsza warstwa rzeczywistości, o której się po prostu nie mówi. Międzynarodowe raporty organizacji zajmujących się prawami człowieka od lat wskazują, że region Zatoki Perskiej jest jednym z ważnych węzłów handlu ludźmi. Chodzi zarówno o przymusową pracę (czyli niewolniczą, przez co oni często umierają z wycieńczenia….) migrantów z biedniejszych krajów Azji i Afryki, jak i o kobiety z Europy i Ameryki, zwabiane obietnicami pracy w modelingu, hotelarstwie czy wprost w agencjach towarzyskich lub na jachtach szejków. W wielu przypadkach po przyjeździe okazuje się, że odbierają Ci paszport, rzekomy „dług’ wobec pośredników nagle rośnie, a „kontrakt” oznacza coś zupełnie innego niż obiecywano. Czyli przymusową prostutucję.
To system / hydra / ośmiornica półlegalnych i nielegalnych interesów, w których ludzie stają się towarem, elementem rynku usług dla najbogatszych klientów świata, a czasami po prostu…. mięsem. Bo globalna ośmiornica handlu ludźmi to także dzieci dla PDFów, ludzie na narządy do przeszczepów, jak i ludzie przeznaczeni dla sal tortur dla zabójców i zwyroli. Sami widzieliście i mnie materiały z wyspy Epsteina. Pewnych materiałów nie da się już „odzobaczyć”, i nawet taka osoba jak ja, o sercu zimnym jak stal lufy pistoletu Beretta kal. 9mm przystawiona do skroni, żałuje, że te materiały oglądała.
W takich globalnych centrach krzyżują się interesy ogromnych pieniędzy, anonimowych brudnych fortun i elit, które mogą pozwolić sobie na rzeczy wręcz niewyobrażalne dla przeciętnego człowieka. Bo elit prawo nie obowiązuje. Dlatego organizacje międzynarodowe i dziennikarze śledczy od lat alarmują, że w cieniu tych betonowych klocy funkcjonują całe sieci pośredników, klubów i prywatnych rezydencji, w których ludzie są traktowani jak produkt lub mięso. Dotyczy to zarówno kobiet zmuszanych do prostytucji, jak i migrantów pracujących w warunkach przypominających po prostu niewolnictwo. Wielu z nich żyje w zamkniętych osiedlach pracowniczych, z ograniczoną możliwością zmiany pracy czy powrotu do kraju.
Ten kontrast jest szokujący: z jednej strony świat złotych wieżowców, sztucznych wysp i influencerów pławiących się w luksusie, z drugiej zaś ludzie, których los pozostaje niewidoczny dla turystów i insta celebrytów. Właśnie dlatego coraz więcej obserwatorów mówi, że Dubaj to nie tylko symbol raju (no nie dla mnie), ale również jedno z miejsc, gdzie globalna hydra mafii i bezkarnych elit, pokazuje swoją najbardziej brutalną twarz.
❗ Ważne dla istnienia niezależnych mediów:
Za każdym razem, gdy publikuję tekst, wkładam w niego nie tylko czas i analizę, ale kawałek własnego życia. Niezależne pisanie brzmi dumnie, lecz od środka często wygląda jak balansowanie nad przepaścią, bez siatki bezpieczeństwa. Nowa praca jest, ale to wciąż etap przejściowy, kruchy, bez finansowej poduszki. Każdy miesiąc to napięcie, kalkulowanie, ścisk w żołądku, czy wystarczy na podstawowe sprawy i czy starczy sił, by dalej tworzyć na poziomie, którego ode mnie oczekujecie.
Nie mam redakcji, zaplecza ani sponsora, który przejmie ciężar, gdy grunt zaczyna się osuwać. Nie mam nawet moderatora do moderowania tysięcy komentarzy. Mam tylko Was i zaufanie, które budowaliśmy latami. Jeśli moje teksty dawały Wam poczucie, że nie jesteście sami w myśleniu, że ktoś jeszcze widzi rysy na fasadzie świata, to dziś ja mówię wprost: potrzebuję wsparcia. Każda darowizna to nie tylko pieniądz, to sygnał, że ta praca ma sens i że nie walczę w pojedynkę. Jeśli czujecie więź z tym, co tworzę, i możecie pomóc, będzie to dla mnie realne odciążenie w bardzo trudnym momencie. Możliwości wsparcia poniżej:
1️⃣ BLIK na numer telefonu: 886 489 463
2️⃣ Przelew tradycyjny: Nr konta: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna
Dla wpłat z zagranicy:
BIC/SWIFT: BIGBPLPWXXX
IBAN: PL84116022020000000619355350
3️⃣ Przez BuyCoffe: [Kliknij tu]
4️⃣ Przez PayPal (wygodne z zagranicy): [Kliknij tu]



Dodaj komentarz