Równonoc wiosenna: energie, czas burzliwego rozwoju, spotkanie ducha i materii….
Są takie momenty w roku, wokół których nie ma medialnego hałasu, nie są one traktowane jako spektakularne wydarzenia. A jednak w energiach dzieje się, oj dzieje, moi kochani! Dni przemiany przychodzą cicho, jak kot tuptający koło Twojego łóżka w nocy. Aż nagle widzisz wszystko inaczej.
20 do 23 marca to właśnie taki czas.
Równonoc wiosenna, symboliczny punkt zerowy. Dawne ludy często przyjmowały tę datę jako początek roku, gdyż właśnie wtedy zaczynał się okres wegetacji roślin i pierwszych prac w polu. Dzień i noc stoją naprzeciw siebie, jak dwaj starzy zakapiory, którzy nagle przestają walczyć i patrzą sobie w oczy. Po prostu prosto w oczy. Przez chwilę jest idealna równowaga. A potem… wszystko zaczyna się przechylać, już na stronę lata, ciepła, rozwoju, światłości.
I to nie jest tylko astronomia bądź astrologia. To jest proces, który dzieje się w człowieku, w energiach, w eterze. Jeśli spojrzeć głębiej, poza codzienny szum i zgiełk , to w tym czasie zaczyna się coś znacznie bardziej niewygodnego niż „nowa kosmiczna energia” i „pozytywne wibracje” (słynne: Only Good Vibes). Zaczyna się konfrontacja, ale nie z innymi ludźmi.
Z samym sobą.
Psychologia głębi od dawna mówi o cieniu. O tej części nas, którą wypchnęliśmy poza świadomość, bo była zbyt trudna, zbyt wstydliwa, zbyt sprzeczna z tym, kim „powinniśmy być”. Ukryliśmy tę integralną część nas samych nie tylko przed ludźmi i światem, lecz także przed samym sobą. To wszystko, czego nie chcieliśmy widzieć: gniew, zazdrość, słabość, lęk, czasami nawet agresja i okrucieństwo, ale też…. siła, dzikość, autentyczność, umiejętność dostrzegania czerwonych flag i stawiania granic.












Podczas równonocy wiosennej możliwe spotkanie z jungowskim cieniem….
Ale nie ma tak dobrze, drodzy Czytelnicy. Cień nie znika, on czeka.
I właśnie w takich momentach granicznych jak ten, gdy światłość i mrok nocy się równoważą, drzwi do niego uchylają się same. Cień zaprasza, szepcze do ucha, czasami są to wręcz bluźnierstwa i bezeceństwa….
Dlatego wielu ludzi w tych dniach doświadcza dziwnych stanów ciała, umysłu i ducha. Niby wszystko jest ok, a jednak coś gryzie od środka. Pojawia się rozdrażnienie bez powodu, stare wspomnienia wracają jak nieproszeni goście, i często, jak na złość, są związane z Twoimi byłymi ukochanymi. Nagle ktoś, kogo dawno przepracowałeś na dziesiątkach medytacji i warsztatów w cenie połowy średniej pensji, znów siedzi w Twojej głowie.
To nie regres, to materiał czekający do obróbki, tak, jak przedmioty czekają na taśmie fabrycznej do obrobienia przez maszyny CNC. To Twoja psyche mówi: „teraz możesz to zobaczyć”. Ale większość ludzi, nawet tych będących w procesie rozwoju duchowego, tego nie czai. Zamiast spojrzeć wgłąb swej istoty, tragicznie podzielonej na sacrum i profanum, zaczynają uciekać. Natrętne przewijanie fejsa, używki, konflikty, projekcje psychologiczne. Szczególnie wobec tych najbliższych, podobno kochanych, a tak naprawdę, w skryciu, często obwinianych o całe zło naszego życia. Bo on nie jest taki i taki, bo nie chciał się zmienić tak, jak ja sobie wymyśliłam. Bo ona stale czegoś chce i zmieniła się na gorsze. Bo on nie jest w męskiej energii, a ona nie jest w żeńskiej energii. Wszystko, byle nie zostać sam na sam z tym, co wypływa. A oliwa zawsze sprawiedliwa, bo na wierzch wypływa, jak mawiała kiedyś moja mama.
A prawda jest brutalna i jednocześnie wyzwalająca. Nie przechodzisz żadnego „ataku energetycznego” ze strony jakichś bytów astralnych czy wampirów energetycznych. Przechodzisz spotkanie z własnym cieniem, czyli tak naprawdę z samym sobą. I teraz zaczyna się najważniejsze…. Bo cień można: wyprzeć jeszcze mocniej, kolejnymi warsztatami ezoterycznymi, rytuałami, medytacjami, oczyszczaniem aury itp, albo… zaakceptować bo, oswoić, zintegrować. Integracja cienia nie jest żadną ezoteryczną opowieścią dziwnej treści. To proces, w którym przestajesz udawać przed samym sobą, w którym widzisz swoje mechanizmy bez upiększeń. W którym przyznajesz: tak, to też jestem ja, i dobrze, niech tak będzie. To boli.
Bo rozwala iluzję kontrolo, rozwala obraz siebie jako ogarniętego życiowo , statecznego obywatela, świetlistego wojownika, świadomego duchowo.
Ale jednocześnie daje coś, czego nie da żadna manifestacja ani coachingowa gadka. Spójność. W tych dniach możesz zauważyć coś jeszcze. Ludzie wokół zaczynają się sypać, są rozedrgani. Ktoś wybucha emocjonalnie, ktoś nagle zrywa kontakt, ktoś inny wpada w dziwny chłód emocjonalny, albo przeciwnie, w przesadną potrzebę bliskości. Przypadek? No nie sądzę….
Każdy reaguje na to równonocne napięcie po swojemu. Jedni uciekają w chaos i całkowicie rozedrganie, inni w przesadną kontrolę. Jedni w agresję, inni w stan zbliżony do katatonii. Ale mechanizm jest ten sam. Cień wychodzi na powierzchnię.
I teraz najważniejsze pytanie, którego większość ludzi nigdy sobie nie zada:
czy to, co widzisz w innych… naprawdę świadczy o nich? Czy może jest to coś, czego nie chcesz zobaczyć w sobie? Bo projekcja działa jak krzywe lustro, które zniekształca obraz. Widzisz czyjeś wady wyraźniej niż własne, podobne. Widzisz czyjąś toksyczność, ale nie widzisz własnej toksyczności. Widzisz czyjś egoizm, ale nie widzisz własnego. Te dni potrafią to obnażyć bez litości i całkowicie bez znieczulenia.
Przeczytaj też:
–Uważaj na fałszywą duchowość
–Ostateczna pułapka systemu Demiurga
–Szatan (zło) jest władcą świata i systemu

Energie równonocy i sedno jungowskiego cienia
I tu dochodzimy do sedna. To nie jest czas „manifestacji marzeń”. To jest czas czasami brudnej demaskacji iluzji. Jeśli masz odwagę, możesz w tym okresie zrobić coś, co naprawdę zmienia człowieka. Nie na poziomie gołosłownym, ale struktury psychiki.
Zatrzymać się, zobaczyć otchłań, nie bać się i nie reagować od razu automatycznie. Zamiast tego zadać sobie pytania, które są jak cios z liścia w twarz:
-Dlaczego ta sytuacja mnie aż tak rusza?
-Co dokładnie czuję, gdy opada pierwsza warstwa burzliwych emocji?
-Gdzie w moim życiu już to było? I najważniejsze:
-Co w tym wszystkim naprawdę jest moje?
To nie są łatwe pytania. One nie dają natychmiastowej ulgi. Ale otwierają drzwi, które przez lata były zamknięte. A za nimi nie ma ani światła, ani ciemności, jest tam za to prawda. 20 do 23 marca to nie jest magiczny portal ani kosmiczne chocki klocki galaktycznej federacji światła. To moment, w którym można zobaczyć siebie bez filtrów, lub jak ja to lubię złośliwie mówić: bez makijażu. I bez usprawiedliwień. Zmyj ten makijaż, kobieto, dziewczyno, popatrz na siebie w lustrze i potem popatrz na 80% innych, tak samo jak Ty przeciętnych mężczyzn.
Większość ludzi tego nie zrobi. Wrócą do swoich oklepanych schematów, przykryją to wrzaskiem, przeczekają. Ale jeśli ktoś choć raz naprawdę spojrzy w ten cień nie wraca się już do poprzedniej wersji siebie. Bo kiedy zobaczysz, co jest pod spodem…. to albo odwrócisz wzrok. Albo zaczniesz się naprawdę zmieniać. Pamiętaj: tak naprawdę to zboża nas uprawiają, a gdy spojrzysz w otchłań, to ona zaczyna patrzeć się w Ciebie….
Masz odwagę? Jesteś gotowy? Powodzenia!
P.S. Jeśli to, co czytasz, dało Ci coś pozytywnego, to przeczytaj to. Większość ludzi zakłada, że „ktoś inny wesprze Kefira”, i właśnie dlatego wiele wartościowych projektów znika. Ta strona istnieje tylko dzięki świadomym decyzjom jednostek, nie tłumu. Jeśli czujesz, że te treści mają sens i odsłaniają coś ważnego, dorzuć swoją cegiełkę i wesprzyj Jarka Kefira darowizną, w dowolnej kwocie. Jestem osobą, która wpadła w duże tarapaty finansowe i każda pomoc jest dosłownie na wagę złota. Opcje wsparcia są poniżej:
1️⃣ BLIK na numer telefonu: 886 489 463
2️⃣ Przelew tradycyjny: Nr konta: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna
Dla wpłat z zagranicy:
BIC/SWIFT: BIGBPLPWXXX
IBAN: PL84116022020000000619355350
3️⃣ Przez BuyCoffe: [Kliknij tu]
4️⃣ Przez PayPal (wygodne z zagranicy): [Kliknij tu]



Dodaj komentarz