Społeczeństwo, ogół ludzi, warto traktować tak, jak trochę natarczywe, nachalne, ale chore na umyśle dziecko. Które nie licząc mniejszych lub większych złośliwości, jest w zasadzie niewinne. Jest tak głupie i nierozgarnięte, że przez to nie można go winić. Wydaje mi się niepojętym, by ogół dyktował mi prawa i reguły, podług których mam żyć. To tak, jakby przedszkolak mówił stolarzowi-mistrzowi, jakimi metodami i narzędziami ma odrestaurować np zabytkowy stół. Nielogiczne, prawda? W końcu to pies ma rządzić ogonem, a nie ogon psem. No zachowajmy jakaś hierarchię. 😉
Wiadomo, różni ludzie mają różne wyobrażenia i oczekiwania wobec Ciebie. Ale zapewne kilka wspólnych punktów się w nich powtarza. Ludzie próbują Cię skłonić do tych decyzji, które są ryzykowne, czasochłonne, niepewne czy zwyczajnie ciężkie w skutkach, ale potrzebne dla społeczności. Poszczególni ludzie mogą się różnić między sobą wyglądem, ubiorem itp, ale gdy są podłączeni do nieświadomości zbiorowej, to dbają o interesy tegoż ogółu.
Gdy wyrabiasz sobie już inną perspektywę, przestajesz zarówno grać w jedną dudkę z ogółem, jak i przestajesz ich nienawidzić. Pojawia się w Tobie w sumie współczucie dla nich. Oni jakby nie byli sobą, zupełnie tak, jakby gdzieś 3/4 ich świadomości było uśpionej, a zarządzał nimi jakiś zbiorowy umysł. Jak zahipnotyzowani, wszyscy klepiący to samo, na jedną modłę.



Dodaj odpowiedź do Yergo Anuluj pisanie odpowiedzi