„Naglica” oczami Jarka Kefira
Owszem, nie był to przypadek, gdy ktoś „zmarł nagle„, jak to się też opisuje. Jechałem pociągiem do pracy do swojego zakładu. Słucham sobie muzyki przez słuchawki i nagle słyszę ogłuszający huk. Zerwałem się, zdjąłem słuchawki i zobaczyłem, że na oko 30 letni, normalny i zadbany mężczyzna zemdlał i runął na podłogę ze swojego siedzenia jak kłoda. Normalnie jak worek, „NAGLE.”
Zakrzyknąłem do pasażerów siedzących w okolicy. Razem go ułożyliśmy na podłodze na plecach. Ktoś pobiegł do kierownika pociągu. Zobaczyłem, że mężczyzna ten ma pękniętą czaszkę i wypływa z niej krew. Widok był naprawdę nieprzyjemny.
Odzyskał przytomność i wzięliśmy go na siedzenie przy oknie, by nie spadł znowu. Zacząłem dzwonić na pogotowie, opisałem sytuację. Pokoloryzowałem nieco mówiąc, że owszem, odzyskał przytomność, ale kontakt z nim jest słaby, bo jest mocno oszołomiony. Czasami trzeba tak, bo pogotowie nie zawsze chce przyjechać, szczególnie teraz. Kierownik pociągu wyciągnął z apteczki opatrunek i kazał mu przytrzymywać ranę.
Skończyło się na tym, że pociąg stanął na jednej ze stacji i czekał na karetkę. Po wzięciu rannego przez załogę ratowniczą odjechaliśmy dalej. Czy widziałeś też takie przypadki? Wyraź swoją opinię w komentarzu.
AUTOR: Jarek Kefir



Dodaj odpowiedź do shinobi Anuluj pisanie odpowiedzi