Świat to matematyczna symulacja, a życie na nim jest jak gra komputerowa
Swego czasu wpadł mi w ręce cytat, który wklejam dla Was poniżej:
Cytuję: „Człowiekiem ten się staje, kto pokonuje swoje ziemskie wychowanie, a nie ten kto mu ulega. Łatwo jest bowiem systemowi uchować bydlę, ale człowiek może narodzić się tylko z buntu.”
~Sebastian Dama
No tak, grunt to bunt, chciałoby się powiedzieć, prawda? Bunt, jak powiedział powyżej Sebastian, przydaje się na początku, przy narodzinach. Nie chodzi o te narodziny ziemskie, gdzie już po dwóch latach nauczyciele, kapłani, społeczeństwo i wyrodni ziemscy rodzice biorą nas w swoje obroty. Chodzi o ponowne, drugie narodziny, gdy z bezkształtnej bryły mięsa i gówna powstaje człowiek. Narodziny człowieka według tej definicji to wydarzenie wciąż bardzo rzadkie, pomimo tego, że Ziemię zamieszkuje już 7 miliardów przedstawicieli Homo Sapiens.
Artykuł ten możecie odebrać na trzy sposoby. Tak jak wszystko to, co przekazujemy. Zasada jest taka, że albo rozśmieszysz bądź rozwścieczysz ludzi którym przekazujesz wiedzę, albo utwierdzisz ich w ich błędnych przekonaniach, albo zainspirujesz do zmiany ich życia. Jeśli masz już jakąś wiedzę, niekoniecznie dużą, i ją przekazujesz – bądź spokojny. Nie martw się dwoma pierwszymi przypadkami. Ty przekazujesz wiedzę nie po to, by uratować świat, ale by zainspirować tych nielicznych i wybranych do zmiany życia.

Przebudzą się Ci, którzy są gotowi
I tu właśnie pojawia się pewna rzecz, która bywa trudna do zaakceptowania dla moich czytelników. Otóż część z Was może odebrać ten artykuł jako odbierający nadzieję. Część z Was przeciwnie – po jego przeczytaniu może wyluzować, odetchnąć z ulgą i przemyśleć kilka kolejnych spraw. Ja nie będę się bawił w konwencję new age ani udawał, że mi zależy na systemowej, światowej dobrej zmianie. Bo nie zależy mi. Jedyne na czym mi zależy to mój rozwój i pomyślność, w dalszej kolejności – bliskich mi ludzi, a w dalszej – zainspirowanie tym tych, którzy są gotowi.
Buntownik żyje w ciągłym stresie i przerażeniu. Wie on bowiem, świadomie lub podświadomie, że ludzie nie są gotowi na zmiany, nie są gotowi na wiedzę, na nowości. Buntownik wie, że nowo proponowane wartości które mogą zmienić świat, są do przyswojenia dla niewielkiej liczby ludzi. Dla tej garstki która wie, która rozumie, która jest gotowa. Obserwowałem to środowisko dawniej przez dwa lata. Z jednej strony ogromny lęk i gorycz że lemingi nie chcą ich wiedzy, że wolą swoją stabilizację i swoje cierpienie. Z drugiej strony, ogromny egoizm, buta i tupet, polegający na tym że taki buntownik wklei jeden czy dwa manifesty w internecie i już czuje się wielkim wojownikiem walczącym z systemem.
Ja proponuje jedno. Zostawmy tę walkę. Wolność i luz przychodzi wtedy, gdy zdasz sobie z tego sprawę i to zaakceptujesz. Gdy zdasz sobie sprawę że tak jest dobrze, że wcale nie musisz zmieniać całej reszty. Że nie ma nic złego w tym, że wtajemniczani i przebudzani są nieliczni.
Cytuję: „Ja zauważyłem że bezpośredni opór zasila coś z czym chcemy walczyć, dużo łatwiejsze jest stanie się częścią tego i nadanie temu innego kierunku, pod warunkiem że mamy wystarczająco dużo silnej woli… To jest taki cichy bunt, mało inwazyjny i wymagający większej ilości czasu, ale jest warty chwili w której czara goryczy się przelewa.”
~Sergiusz Wolski
Antysystemowcy nie mają wizji przyszłości?
Nie wykluczam że jakaś reforma systemu światowego jest możliwa. Biorę to pod uwagę jako jedną z opcji. Jednak wolałbym by nie robili tego owi buntownicy o gorących sercach, ale przepełnionych lękami, kompleksami i innym złem. Historia uczy że to właśnie oni po chwili rewolucyjnej gorączki, sprawiali że świat spływał krwią i łzami. Ideologie, religie i rewolucje przyniosły Ziemi nienawiść, podziały, gorycz, wypaczenie ideałów które głoszą, i miliony trupów. Buntownicy mają jedną, najważniejszą wadę – nie mają wizji przyszłości. System ulega potem destabilizacji co objawia się poprzez przelew krwi.
No i najważniejsze. Zastanów się dla kogo tak naprawdę chcesz ten świat zmieniać. Ludzie są idiotami i im dobrze jest z takim cierpieniem, jakie mają. A gdy go nie mają i ich życiu zagraża zbyt duży spokój, to celowo sobie to cierpienie wybierają. Popatrz na tych wszystkich lemingów, wiernych ideologii, religii. Ty chcesz dla nich dobrze, wychodzisz do nich z sercem i z wiedzą. A oni tego zwyczajnie nie rozumieją, bo nie dorośli do tego, tak jak dwulatek nie dorósł do poznania matematyki wyższej. I gotowi są Ciebie zwyzywać, wyśmiać, zmarginalizować poza nawias, i wcale nie tak rzadko – pobić, skatować lub zamordować za wiedzę. A za dobre serce – wykorzystać.
Powiesz korpo-lemingowi popierającego Petru, że system jest zły, że ludzkość cierpi i trzeba to zmienić? Wyśmieje Cię, zrobi Ci odpowiednią opinię wśród kolegów, np z pracy, i nie odezwie się więcej. Będziesz chciał uświadomić prawilnego chłopaka słuchającego Gangu Albanii o tym, że któryś tam współczesny papież je…ał dzieci, albo że religia to zło? Ryzykujesz zdrowie, a jeśli jest pijany – to i życie.
Dla kogo więc chcesz to robić? Ach, dla bliskich, rodziny, miasta, dla Polski? Powiem Ci jedną ciekawą zasadę, dla których osób warto robić cokolwiek więcej niż skinięcie kciukiem. Pamiętasz chwile gdy Ci było źle, bardzo źle? Gdy praktycznie wszyscy się od Ciebie odwrócili lub gdzieś znikli? Było przy Tobie kilka osób, które na przestrzeni lat Ci podawały pomocną dłoń, gdy wszystko się waliło. I tylko i wyłącznie tym osobom jesteś cokolwiek winny, choć „winny” to oczywiście niezbyt właściwe słowo. Najczęściej są to osoby, z którymi łączy Cię relacja trwająca od tysięcy lub milionów lat, od wielu wcieleń.
Często jest wręcz tak, że gdy było Ci źle, to rzekomo bliska osoba z rodziny nie tylko Ci nie pomogła, ale deptała butem Twoją głowę leżącą na Ziemi, na dnie. A tymczasem teoretycznie „obca” osoba np gdzieś z drugiego końca kraju ratowała to, co jeszcze dało się uratować i dzięki niej teraz żyjesz i rozwijasz się. I to jest ta rozbieżność. Owo „odcięcie pępowiny” od ludzi którzy nas niszczą, jest jednym z najboleśniejszych ludzkich doświadczeń. Więc ta teoretycznie „obca” osoba z daleka która Ci pomogła – zasługuje na to co najcenniejsze.
Dyrdymały filozofii new age
Nie hołduję tutaj do końca filozofii wybaczania ZA WSZELKĄ CENĘ, bo uważam ją trochę za filozofię dla słabych. Te new age’owe filozofie nie biorą pod uwagę tego, że czyste, pierwotne zło, zło dla samego zła, istnieje naprawdę. Że dusze-niszczyciele, które ja nazywam „dementorami”, istnieją. Podróżują one przez najdalsze zakątki wszechświata być może już od bilionów lat. Biorą za cel trudne planety takie jak Ziemia, i niszczą co tylko się da. Spotkałem kilka takich ludzi na swojej drodze. Trzech z nich miało tyle odwagi, że oficjalnie przyznało to, co ja tutaj napisałem.
Największym ludzkim grzechem, i chyba w zasadzie jedynym grzechem, jest nieświadomość. To ona prowadzi do tego, co opisałem powyżej – do odrzucenia wiedzy. I do agresji w kierunku tych którzy wiedzę posiadają i nieostrożnie ją głoszą. Osoba nieświadoma może być dobrotliwa, może wykazywać pewną empatię. Ale to właśnie tacy nieświadomi ludzie sprawiają, że system w obecnym kształcie istnieje. Gdybyście chcieli naprawdę być wolni, to nic nie musielibyście zmieniać. Wykorzystalibyście to, co jest (np procedury demokratyczne) i w ciągu miesięcy lub lat byście zdobyli upragnioną wolność. Nieświadomi są więc sami sobie winni, podług prawdy z poniższego cytatu – czyli wywiadu który Jan van Helsing przeprowadził… sam z sobą:
Cytat: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.
Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bydło, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing (wywiad z Illuminatą)
Tabu wiedzy i duchowości
Po raz pierwszy w historii Ziemi zostało złamane najbardziej strzeżone tabu, które obowiązywało przez całe eony czasu. To tabu dotyczy wiedzy, w szczególności wiedzy zwanej tajemną bądź ukrywaną. Została ona ujawniona ludzkości i w każdej chwili każdy mieszkaniec Ziemi może z niej skorzystać. No ale ludzie po prostu nie chcą. I to też trzeba uszanować. Oprócz całej wiedzy tego świata – w bibliotekach i w internecie, jest też miejsce na ogrom filmów, seriali i książek uświadamiających ludzkość. Ale w systemie musi być też miejsce i dla tych lemingów i nieświadomych. Bo w systemie wszystko ma swoje należne i uprawnione miejsce i nie nam to zmieniać. To przede wszystkim planeta tych lemingów – ziemskich dusz dziecięcych.
Kiedyś czytałem ciekawą opinię rodzica, że wychowanie dwuletniego dziecka polega na ratowaniu go po kilkadziesiąt razy dziennie przed niechybnym zgonem. Np czyhającym na rogu stołu, w kontakcie i w milionie milionów takich miejsc i sytuacji. I ludzkość jako zbiorowość jest na etapie takiego głupiutkiego, ale już wrzeszczącego, dąsającego się i agresywnego dwulatka. Tak jak dziecko uczy się życia przez ból, upadki, wypadki i traumy, tak uczy się też ludzkość. I dlatego ten system musi być taki a nie inny. Moja rada, nieśmiała propozycja.. Zostaw tych dwulatków w spokoju w tej piaskownicy, niech się okładają łopatkami i sypią piaskiem. I nie wciskaj mu na chama tej grubaśnej knigi o fizyce kwantowej, którą lubisz taszczyć ze sobą.
Zostaw w ogóle świat dwulatków dwulatkom, i lekcje dwulatków do przeżywania i doświadczania dwulatkom. Ty masz swój świat i swoje lekcje. Też często nie są one zbyt przyjemne, ale są po prostu inne. Ze światem i z systemem można zawrzeć pewien.. pokój. No nie chciałem używać słowa „Pakt” ze względu na negatywne konotacje. No ale jest to coś w rodzaju paktu – paktu o wzajemnej nieagresji. Zawrzyj go, wyjdź światowi naprzeciw, a on odpłaci się tym samym. Nie zniechęcaj się i nie wstydź się tego, czego aktualnie doświadczasz w życiu. Bo Twój czas właśnie nadchodzi. To, gdzie jesteś tu, nie jest tym, do czego właśnie zmierzasz.
Ta planeta to czyściec, traktuj życie jak grę
Cytuję: „Ta planeta nie jest rajem. To czyściec. Dlatego nie staraj się tu o pobyt stały. Zaprzyjaźnij się ze Śmiercią. Ona jest Twoim najlepszym przyjacielem. Nigdy Cię nie zawiedzie. Zawsze możesz na nią liczyć. Wie czego potrzebujesz. Czuwa przy Tobie, strzeże Cię od złego, tuli do snu. Kocha bardziej niż ktokolwiek inny. Bo Śmierć to prawdziwa miłość. Na razie tego nie rozumiesz i boisz się jej, gdyż wydaje Ci się, że wszystko zabiera. Ona nie zabiera niczego oprócz złudzeń, a daje w zamian prawdę.
– Czy w takim razie powinienem popełnić sam0bójstwo?
– Nie, ona przyjdzie sama. Wie kiedy ma Cię zabrać. Wypełnij swoje dni do końca, bo gdybyś się zabił, to znowu musiałbyś powtarzać tę samą bolesną lekcję.
– Czym więc jest śmierć? Co się dzieje gdy umieramy?
– Nic, oprócz tego, że nasze receptory, które dotychczas funkcjonowały w wymiarze czasoprzestrzennym wyłączają się. A ponieważ nie mamy ich w żadnym innym wymiarze to może się nam wydawać, że tracimy wszystko. To tak jakbyś siedział w kinie, oglądał film i nagle ekran by zniknął. Po prostu film wyświetlany jest dalej, ale przestajesz go widzieć. Rozglądasz się i dostrzegasz tylko światło padające z projektora, czyli tunel, na końcu którego jest jasność.
– Co dzieje się dalej?
– Ponieważ Twój świat (ekran) nie funkcjonuje, więc jesteś w stanie zbliżonym do snu. Pojawiają się majaki. Potem dostajesz nowy ekran.
– Czy również dostaję nowy film?
– Nie, film jest ten sam. Bo film to Ty.
– Czemu więc moje życie nie jest kontynuowane od momentu urwania się filmu, tylko od niemowlęcia?
– Czasem jest. Wtedy nazywa się to śmiercią kliniczną. W przeciwnym wypadku otrzymujesz nowy ekran, bo tamten się zużył.
– Czy ciało to ekran?
– Ekranem jest cały materialny świat.
– To w jaki sposób mogły zużyć się góry, lasy, rzeki, morza i niebo?
-Zużyły się dla Twojej świadomości. Po prostu przestały już być elementem stymulującym rozwój. Twój świat stworzony jest dla Twojego rozwoju. Gdy przestaje spełniać swoją funkcję wtedy staje się niepotrzebny. Tak naprawdę to nie Ty umierasz, to umiera Twój świat. Ty jesteś wieczny. A że fizyczne ciało jest jego elementem, więc również musi umrzeć.
– Jak to, przecież świat jest obiektywny i nie umiera. Inni pozostają w nim i widzą moje martwe ciało.
– Świat nie jest obiektywny. Każdy ma swój własny. Zazębiają się tylko. A więc śmierć Twojego świata nie wpływa na światy innych. Ty byłeś ich elementem, więc w swoim świecie ujrzeli tylko Twoje martwe ciało.
– To ile jest światów?
– Tyle ile egoświadomości. Każdy człowiek, zwierzę, roślina czy bakcyl ma swój. Jest ich nieskończona ilość. Analogicznie jak na sześcian składa się nieskończona ilość płaszczyzn.
– Co jest powodem tego, że świat się zużywa?
– To, że tracisz nim zainteresowanie. Poznałeś już wszystko, co wydaje Ci się godne poznania i przestałeś szukać. Stałeś się zgorzkniały i apatyczny.
– Czy jeśli coś takiego się dzieje to jest moja wina czy świata?
– Twoja. Świat został stworzony dla Ciebie, a nie Ty dla świata. Zostało powiedziane: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3)
Dzieci są szczere, patrzą z zachwytem, wszystko ich ciekawi i mają wielkie marzenia.
– A jeśli świat znudził się komuś to czy można go za to winić?
-Świat nie powinien Cię nigdy znudzić gdyż poprzez niego dotrzeć można do wymiarów wyższych, a w końcu do Boga. Normalną rzeczą jest, że gdy poznajesz coś nowego, to początkowo interesuje Cię to, a potem przestaje. Wtedy szukasz czegoś następnego. Do takiego modelu funkcjonowania zostaliśmy stworzeni. Stagnacja natomiast, to stan umysłu przy którym przestajesz czegokolwiek szukać i zadowalasz się jednym, najczęściej ogłupiającym aspektem świata. Na przykład alkoholem, czy telewizją. Wtedy Siła Rozwoju daje Ci cierpienie lub decyduje o śmierci Twojego świata. Do czego potrzebna jest śmierć?
To zrestartowanie komputera. Oczyszczenie pamięci ze zbędnych śmieci, jak również do zaktualizowania software i hardware.
– Czy po śmierci spotkam moich bliskich?
– Nigdy ich nie stracisz. Jesteście zawsze razem jak rzeki, które wpadły do jednego oceanu.
– Dlaczego nie pamiętam poprzednich wcieleń?
– Niektórzy pamiętają, ale Twój umysł na razie jest na to za słaby. Nawet nie pamiętasz wszystkiego co przeżyłeś w tym życiu, a co dopiero mówić o poprzednich. Powiem więcej: nie pamiętasz wszystkiego co robiłeś dzisiaj. Nie pamiętasz swoich snów. A jeśli już, to czy w czasie gdy śnisz, uświadamiasz sobie, że to jest tylko sen? Na ogół nie, i wcale Ci to nie przeszkadza. We śnie jest Ci wszystko jedno gdzie jesteś, z kim jesteś. Nawet się nad tym nie zastanawiasz.
– A więc kolejne życie nie będzie dla Ciebie niczym dziwnym ani niecodziennym.
Mówisz, że szkoda Ci tego życia. To dlaczego gdy zasypiasz, to Ci go nie szkoda? Śmierć niewiele różni się od snu. Tylko przebudzenie jest trochę inne. Ale za to ciekawsze. Czy powracamy jako „tabula rasa”? Nie, wszelkie doświadczenia i umiejętności jakie nabyliśmy pozostają. Odbieramy je neuroprzekaźnikami, które uprzednio rozwinęliśmy. One mają swoje zakończenia w wymiarach wyższych i otrzymujemy je z powrotem, wraz z nowym ciałem, jako element układu nerwowego. To dzięki nim przekazywana jest informacja do wymiaru trzeciego o tym kto, gdzie i kiedy ma się urodzić i jakie posiadać uzdolnienia.
To, co nigdy nie umiera, to świadomość, która doskonali się na przestrzeni kolejnych żyć. Śmierć nie jest niczym istotnym. Nie jest końcem ani początkiem niczego. Życie trwa nadal. Ważniejszą rzeczą od śmierci jest zrozumienie, czyli oświecenie. Wtedy łączysz się z wymiarem wyższym. To jest koniec jednego etapu i początek następnego. A śmierć to tylko sen po którym następuje przebudzenie do kolejnego życia. Jeśli przywiążesz się do czegoś, na przykład do pieniędzy, to po śmierci będziesz nieszczęśliwy, bo do trumny ich nie zabierzesz. Dlatego nie przywiązuj się do nich, ale ucz się je zarabiać, bo do trumny zabierzesz tę umiejętność.
Twórz dzieła, tylko nie przywiązuj się do nich, bo ich nie zabierzesz, ale zabierzesz umiejętność tworzenia. Nie zabierzesz ludzi, których kochasz, ale zabierzesz umiejętność kochania. Pracuj więc wytrwale nad obranym przez siebie kierunkiem, działaj, walcz i zwyciężaj. Nie angażuj się jednak emocjonalnie. Traktuj świat i życie jak komputerową grę. Jeśli przywiążesz sie do czegokolwiek, wtedy śmierć będzie dla Ciebie tragedią. Jeśli nie – wspaniałą przygodą.”
~Witek Wojtowicz
Autor: Jarek Kefir
P.S. Serdecznie dziękuję też darczyńcom za pomoc. Takie artykuły powstają dzięki Waszemu wsparciu. W ostatnich miesiącach zaobserwowałem spadek liczby darowizn, co utrudnia mi rozwój inicjatyw uświadamiających. I Ty możesz zostać ich współtwórcą! Dostępne opcje niżej:
1️⃣ NR KONTA: 84 1160 2202 0000 0006 1935 5350
2️⃣ BUY COFFE: [ LINK TUTAJ ]
3️⃣ PAY PAL: [ LINK TUTAJ ]
4️⃣ BTC: bc1qlx8la2wdmfwnsx8kfr27tu43u0ux6fyamhnevm


Dodaj komentarz