Moje profile – jest tam więcej materiałów:

Dołącz do 2 059 innych subskrybentów
Poza czasoprzestrzenią: szokująca muzyka i kod wszechświata

Mroczna muzyka, gnoza i tajemnica świadomości. Czy jesteśmy kroplą w oceanie wszechświata?

Są takie dźwięki, które zdecydowanie nie służą jako czasoumilacze. Nie mają poprawiać humoru, motywować, zachęcać do zakupów ani robić z człowieka uśmiechniętego, kapitalistyczno ateistycznego konsumenta, który rano pije kawę, potem zapierdala w Januszex Sp. z o.o., a wieczorem ogląda głupkowaty serial, by następnego dnia móc znowu zapierdalać.

Są dźwięki, które otwierają w głowie przestrzeń, i to, o zgrozo, nie wiadomo nawet jaką. Nie wiadomo też, co właściwie się w niej znajduje, ale nagle codzienny świat zaczyna wydawać się groteskowo mały, a sprawy, którymi jeszcze przed chwilą żyliśmy, stają się nieważne wg potwierdzenia: „Po co te kłótnie, po co te sfary głupie, przecież i tak skończymy w zupie.” Polski autor, który przed dekadami to wymyślił, na pewno był znakomitym gnostykiem….

❗️Ostrzeżenie: utwory, które tutaj proponuję, mogą być bardzo różnie odczuwane przez osoby introwertyczne, nadwrażliwe, z historią depresji, zaburzeń lękowych lub szczególnie psychoz. Jeśli podczas odsłuchiwania poniższych nagrań pojawi się lęk, niepokój, derealizacja i / lub depersonalizacja, lub inne niepokojące objawy, należy natychmiast przerwać odsłuch i włączyć inną, pogodną muzykę. W przypadku, gdy objawy osiągną skrajnie duże nasilenie, należy natychmiast skorzystać z pomocy medycznej, gdyż grozi to (w bardzo małej ilości przypadków) rozwojem lub pogłębieniem psychozy.

Kosmiczny krajobraz z wizerunkiem rzeźby głowy, przedstawiający metafizyczne pytania i refleksje o istnieniu.

Poprzez muzykę trafić do nie(ś)wiadomego świata

Pierwszy proponowany utwór to: „Aldebaran of the Hyades”, hardkorowego projektu Lustmord. [ Tutaj link do utworu ]. Mroczny, mechaniczny ambient, który nie tyle opowiada historię, ile tworzy warunki, w których umysł zaczyna opowiadać ją sam sobie, wg swoich, czasami bardzo dziwnych i pokrętnych  lub nawet totalnie odklejonych reguł. Nie ma tutaj typowej piosenkowej struktury, refrenu, który po trzech minutach można nucić pod nosem (Słynna „reguła trzech minutek”), ani wyraźnej muzycznej drogi prowadzącej od punktu A do punktu B. Jest bezludna i bezkresna głębia, niewyobrażalnie wielka przestrzeń, powolne przemiany dźwięku i wrażenie, że nieszczęsny słuchacz znajduje się gdzieś na granicy tego, co potrafi nazwać.

Po pewnym czasie można niemal totalnie zatracić poczucie upływu czasu, znika zwyczajna potrzeba sprawdzania, która jest godzina. Uwaga przestaje przeskakiwać od jednego bodźca do drugiego. Zaczyna się coś w rodzaju medytacyjnego transu bojowego, a (pod)świadomość przestaje pracować jak zwykle.

Najważniejsze pytanie świata w mrocznej muzyce

I wtedy pojawia się (najważniejsze!) pytanie: -Kim właściwie jestem wobec niewyobrażalnego ogromu (wszech)istnienia?

Nie chodzi o banalne pytanie z poradnika rozwoju osobistego jakiegoś guru duchowego z insta, kupionego przez Ciebie (?) za milion monet. Widzisz, u Kefira masz teksty za darmo, a wpłacanie darowizn jako podziękowania i pomocy w mojej sytuacji finansowej, jest całkowicie dobrowolne. Więc jeśli chcesz mi pomóc w tworzeniu niezależnych mediów, patrz na dole, pod koniec artykułu.

A teraz z grubej rury….

Nie chodzi o to, jaki masz cel w przyziemnej karierze, co powinieneś osiągnąć do czterdziestki, ani jak zwiększyć produktywność, by stać się bardziej konkurencyjnym trybikiem zmechanizowanej i zautomatyzowanej maszynerii gospodarczej. Chodzi o coś znacznie bardziej pierwotnego, o sam fakt, że istnieje rzeczywistość, że istnieje życie, że istnieje świadomość, która w ogóle potrafi spojrzeć na świat i zapytać, czym ten świat jest. Przecież tworzenie takich istot z takimi pytaniami, jest skrajnie energochłonne i zbyt ciężkie dla zwykłej, ateistycznej machiny darwinowskiej ewolucji.

I że jednym z miejsc, w których to pytanie się pojawia, jest ludzka mózgownica, a ściślej mówiąc, umysł. Ten sam umysł, który potrafi godzinami martwić się rachunkami, własnym wyglądem, wadą wymowy (kto słyszał Kefira, ten wie), społeczną oceną, czy dadzą radę do pierwszego, i dziesiątkami innych rzeczy, które w skali kosmosu wydają się niemal absurdalnie małe.

A jednak to właśnie w nim pojawia się pytanie o to słynne „coś więcej.”

Kosmiczny krajobraz z rzeźbą, planetami, galaktykami i wodną kroplą, która zawiera wszechświat. Elementy filozoficzne, takie jak książki o filozofii, psychologii i astronomii, oraz symbolika dotycząca świadomości i wolności.

Gnoza, czyli wiedza, której nie da się po prostu przeczytać i odłożyć na bok

W gnostyckim spojrzeniu na świat istnieje pewien bunt – bunt przeciwko przekonaniu, że rzeczywistość widzialna (świat doczesnej materii i potęgi), jest całą rzeczywistością. Bunt przeciwko bezrefleksyjnemu przyjmowaniu świata takim, jakim przedstawiają go codzienne nawyki, społeczne programy i wbite do głowy przekonania. Buntu, że coś jednak jest poza numeryczną (cyfrową) symulacją, jaką jest wszechświat.

Gnoza nie oznacza tu kolejnej porcji informacji, bo można przeczytać zyliony książek za miliony monet, obejrzeć setki filmów dokumentalnych, znać teksty filozofów i potrafić cytować naukowców, a mimo to nigdy naprawdę nie zatrzymać się nad najbardziej podstawowym faktem: że w ogóle istnieje coś, czego możemy doświadczać. Że w ogóle istnieje cokolwiek, zamiast po prostu nicości, która, ewolucyjnie, w ogóle nie wymaga nakładu drogocennej energii.

Muzyka utworu Aldebaran of the Hyades a głębia kosmosu

Informacja z Wikipedii mówi nam, że gwiazda Aldebaran znajduje się w gwiazdozbiorze Byka. Mainstreamowa (😉) astronomia opisuje jej właściwości, położenie i ewolucję. Możemy poznawać odległości, temperatury, widma rentgenowskie, ruchy gwiazd i historię powstawania układów planetarnych. To wszystko jest fascynujące, ale istnieje jeszcze inne pytanie – znowu je ponowię. Jak to możliwe, że rzeczywistość ma w swoim składzie istoty, które potrafią badać jej właściwości i parametry?

Jak to się stało, że materia stała się świadoma?

Jak to się stało, że materia, która przez eony eonów kosmicznej historii, nie miała żadnych narzędzi do zadawania pytań, szczególnie tych niewygodnych, w pewnych warunkach zaczęła tworzyć organizmy, układy nerwowe, język, pamięć, abstrakcyjne pojęcia i filozofię?

Nie trzeba twierdzić, że wszechświat ma własny plan, że przemawia do nas przez gwiazdy, albo że każda przypadkowa zbieżność, bez wyjątku, jest jungowskim synchronem. Wystarczy powiedzieć, że sam fakt istnienia nie tylko świadomości, ale też istnienia czegokolwiek poza pustką i nicością, jest czymś wręcz nieprawdopodobnym.

Właśnie w tym miejscu zaczyna się gNoza (a także: gRoza….) rozumiana jako głęboka przemiana (w zasadzie destrukcja) dotychczasowego, często wesołkowato – głupkowatego światopoglądu. Nie jako pewność, że poznałeś się ostateczną tajemnicę (wszech)bytu, lecz jako utrata dawnej pewności, że wszystko jest znane, poznane i niemal oczywiste (jak sądzą z kolei ateistyczni racjonaliści naukowi).

Bo może największą pułapką nie jest zbyt mała ilość wiedzy, lecz myślenie, że już wiemy, na czym ten cały bajzel polega.

Następny utwór, który proponuję: Lustmord – Dog Star Descends [ Tutaj link do utworu ]. Swoją drogą Dog Star = Syriusz (kto wie ten wie….)

Artystyczna ilustracja przedstawiająca mężczyznę zamkniętego w słoju, symbolizującego ograniczenia myślowe, obok niego mężczyzna z długimi włosami, refleksyjnie patrzący w przyszłość. W tle mistyczne krajobrazy i symbole nauki, filozofii oraz duchowości.

Demiurg umysłu codzienności. Świat, który każe nam zapomnieć o istnieniu

W starożytnej gnozie pojawia się postać Demiurga, stwórcy świata doczesnej materii i potęgi, przedstawianego w różnych tekstach jako istota ograniczona, niewiedząca lub uzurpująca sobie władzę większą, niż rzeczywiście posiada. Czyli surogat Esencji Twórczej (Boga), uzurpator.

Można spojrzeć na Demiurga również jako na metaforę zamkniętego systemu, który uznaje własne reguły za jedyne możliwe do istnienia. I oczywiście chcę wymusić na wszystkich ich przestrzeganie.

I teraz zaczyna się zabawa (na tle mrocznej muzyki)

Nie trzeba szukać Demiurga na Saturnie, w podziemnym Hyadesie ani w tajnym pomieszczeniu, do którego dostęp mają wyłącznie illuminati. Można znaleźć jego symboliczne odbicie lustrzane w sposobie organizacji i kontroli nieszczęsnego ludzkiego życia (przez nas samych, przez elity i przez naturę).

Od dziecka uczymy się, co oznacza sukces, porażka, normalność, atrakcyjność, przydatność i wartość społeczna. No i oczywiście uwielbiana przez kapitalistów i „ekonomów” produktywność. Dostajemy zestaw dyrektyw, wg których mamy oceniać siebie, innych i cały świat. Mamy zdobywać pieniądze, wyglądać odpowiednio, posiadać odpowiednie rzeczy, dbać o tzw reputację, wypowiadać odpowiednie zdania, w odpowiednim czasie – cóż za mechanizacja życia, mówię ja, Asperger 😉 Trzeba mieć też „właściwe” i broń Cie panie Boże kontrowersyjne poglądy, no i nie zadawać zbyt wielu pytań o sens całego tego społeczno towarzyskiego teatru masek i ukrywanych (jungowskich) cieni.

Potem tańczymy do nie naszej muzyki i nazywamy to dorosłością….

Potem dorastamy i często nawet nie widzimy, że nadal gramy według reguł, których nigdy świadomie nie wybraliśmy. Nikt nas nie pytał o ich akceptację, tylko wymuszono nią na nas, np w procesie wychowania (ma ono i dobre i złe strony).

Zaczynasz traktować swoją pozycję społeczną i reputację, czyli sztuczne, stworzone w większości przez innych twory, jako swoją własną wartość. Wartość ludzkiego życia przelicza się w tym zmechanizowanym systemie na zarobki, osiągnięcia, sprawność, wygląd i liczbę ludzi, którzy dobrze Cie oceniają. Jeżeli nie spełniasz oczekiwań, uznajesz, że coś jest z Tobą nie tak. Jeżeli spełniasz oczekiwania, przez chwilę czuje ulgę, po czym pojawia się następny poziom gry, następna osoba o której względy trzeba walczyć, by zachować reputację, kolejny szmelc (czyli kolejna rzecz) do kupienia.

Potem awansik (7% więcej kasy, 46% więcej obowiązków), i jeszcze jakiś kolejny level w grze, której zakończenie ciągle i ciągle się przesuwa. Bo przecież: „Nie o to chodzi by złapać króliczka…. Ale by gonić go….”

Czy to oznacza, że świat należy…. porzucić?

Hardkorowi gnostycy głosili kiedyś, że materia i każde zaangażowanie w nią to zepsucie, grzech, smród piekielnej siarki, swąd zmiłuj. Dotyczyło to także seksu, więc najbardziej zaawansowani dokonali kastracji siebie (czyli auto-gonadektomi). Ja mam bardziej wyśrodkowane podejście, bo uważam,  że to nie znaczy, że kasa, zdrowie, relacje czy osiągnięcia są bez znaczenia. Nie uważam, że trzeba nieustannie zajmować się rozwojem duchowym, ba, uważam, że ma on swoje granice. Wróćmy do meritum sprawy: mają one ogromne znaczenie, ponieważ wpływają na jakość życia w tej tymczasowej (doczesnej) symulacji. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynasz wierzyć, że one i tylko one są całym życiem, a wszystko, czego nie da się przeliczyć na hajs lub ilość zdobytych kobiet (u mężczyzn), staje się niewidzialne. Czyli jak by nie istniejące.

Wtedy możesz przez czterdzieści lat próbować (często bezskutecznie….) udowodnić, że zasługujesz na istnienie, zamiast zapytać, dlaczego w ogóle utożsamiasz prawo do istnienia od wyniku konkursu (zwanego dorosłym życiem 😁), gdzie nikt nie zagwarantował Ci równych warunków czy nawet podstawowych zasad sprawiedliwości. Bo ta nasza ziemska symulacja jest niesprawiedliwa, i to bardzo.

Oto Demiurg codzienności: nie musi mieć rogów, złotego tronu ani złotych kibli jak Putin (czy Demiurg w ogóle sika!?), bo wystarczy, że jego reguły uznamy za naturalne i przede wszystkim za niepodważalne. Nie wolno ich podważyć, bo nie dostaniesz cukierka, podwyżki, lub Twoja praca naukowa nie otrzyma dobrych recenzji. A najskuteczniejsze więzienie jest takie, w którym nie trzeba Cie trzymać za kratkami, bo kratki masz zainstalowane w głowie (w swojej wewnętrznej istocie, jak zwał tak zwał).

Kolejny utwór jaki proponuję to: Amnesty – Dog Star Descends: [ Tutaj link do utworu ]. Jest to polska hardkorowa scena podziemna, która już lata temu (2001) zapowiadała ogromne zmiany na świecie. Utworu słuchaj najlepiej od 03:00 minuty.

Portret doktora Richarda Hortona, redaktora naczelnego The Lancet, na tle cytatu dotyczącego naukowej literatury i jej integralności.

Źródło grafiki: nieznane


Archonci, czyli strażnicy naszego wewnętrznego więzienia

W gnostycznych przekazach są się też Archonci, czyli siły związane z porządkiem świata i z przeszkodami stojącymi na drodze do poznania tego systemu. Współcześni chętnie zamieniają ich w kosmicznych zarządców (np reptilian👽🐍), którzy kontrolują nas, metodą rózgi żelaznej, zza kulis. Ale istnieje też psychologiczno – jungowski sposób widzenia Archontów.

Archontem może być każdy mechanizm / program, który przejmuje kontrolę nad nami, a potem przedstawia własne nakazy i zakazy jako niepodważalną prawdę. Np szczególnie nałogi (także nałogowe miłości), lęk, wstyd, natrętne porównywanie się do innych (niby lepszych), czy katastroficzne myślenie.

Można Archontów widzieć bardziej swojsko jako demony,  ale wg psychologii to nie są demony w sensie dosłownym. To programy psychiki, które potrafią być niezwykle silne, zwłaszcza kiedy utrwalają się przez lata. Mogą powstawać w odpowiedzi na trudne przeżycia, chroniczne traumatyzacje i stres, odrzucenie przez płeć przeciwną lub grupę, chorobę, albo warunki, w których człowiek nie miał tyle bezpieczeństwa, aby swobodnie poznawać świat.

Kołcze i guru duchowi o tym zapominają

Nie wszystko jest kwestią wolnej woli, bo nie każdy dostał od świata po równo, a większość dostała po prostu niesprawiedliwie. Nie każdy może po prostu wstać rano, wyprostować plecy i postanowić, że od dzisiaj będzie odważny, towarzyski, zdrowy i pełen energii. Nie, to tak nie dziale. Często potrzebne są: leczenie (medycyna naturalna i / lub leki psychotropowe), wsparcie, zmiana warunków życia, stopniowe oswajanie swoich jungowskich cieni (czyli demonów / Archontów w nas samych) i wiele innej, często tytanicznej pracy, by coś się zmieniło na lepsze. A czasami opór świata / psychiki / organizmu jest tak wielki, że pewnych zmian dokonać się po prostu nie da. Lub da, ale tylko w 50% (np u mnie, na oko, 50%….)

Ale poznanie mechanizmu maszynerii systemu jest ważne

Jeżeli uznajesz katastroficzne myślenie jako realną (i niepodważalną) rzeczywistość, będziesz podporządkowywał temu życie. Jeżeli zaczynasz rozumieć, że to jest po prostu reakcja Twojego organizmu, a nie jakiś nieomylny wyznacznik rzeczywistości realnej. Pojawia się rozróżnienie między realnym Tobą a tym, co czuje (chwilowo) Twój organizm.

Nie oznacza to, że lęk zawsze musisz ignorować, bo jednak czasami ostrzega przed realnym niebezpieczeństwem. Chodzi o coś innego: o możliwość sprawdzenia, czy on odpowiada prawdziwej rzeczywistości, czy jest powtarzaniem jakiegoś natrętnie zapętlonego programu psychiki / umysłu.

W tym sensie gnoza nie polega na ucieczce od rzekomo „nieczystego”, materialnego ciała, ani na odkrywaniu kolejnej teorii. Polega na rozpoznawaniu mechanizmów / programów, które udają niepodważalną prawdę o naszym istnieniu.

Zaczynasz widzieć strażnika, a kiedy widzisz strażnika, możesz się zastanowić, czy naprawdę musisz wykonywać każde jego polecenie.

Fantastyczna grafika pokazująca złożone interakcje między nauką a rzeczywistością, z postacią ludzką w centrum oraz symbolami spirytualnymi i technologicznymi wokół.

Lustmord i muzyka, która wyłącza zegar i wgniata w glebę

Wróćmy do utworu: Lustmord – „Aldebaran of the Hyades.”

Są utwory (a często po prostu piosenki), które prowadzą słuchacza za rękę: mają rytm, wyraźną melodię, przewidywalną konstrukcję. Umysł szybko orientuje się, czego może się spodziewać. Zna zasady gry i może czerpać przyjemność z rozpoznawania kolejnych, powtarzalny elementów (to trochę Aspergerowe).

Mroczny ambient często działa inaczej. Dźwięki są rozciągnięte w czasie, zmiany powolne, a granice pomiędzy poszczególnymi sekwencjami nie zawsze łatwo odczuć. Nie dostajesz co kilkadziesiąt sekund nowej atrakcji, która zmusza umysł do przeskoczenia w inne, (przewidywalne) miejsce.

W efekcie uwaga może stopniowo zanurzyć się w dźwięku, po prostu centralnie rozpłynąć się w nim. U mnie,  Jarka Kefira, słuchanie tego utworu powoduje stan euforii, transu bojowego, jedności ze wszechświatem, odczucie bezgranicznej i bezkresnej czasoprzestrzeni (nieskończoności!?), a czasami nawet katatonii. Tak więc zamiast śledzić powtarzalną / spodziewalną serię wydarzeń, zaczynasz przebywać w jednej rozległej przestrzeni akustycznej, która wydaje się nie mieć ani początku, ani końca. Pojawia się poczucie niezmierzonej głębi, a zwyczajna kontrola nad upływem czasu może Cię zawieść.

Transowe doświadczenie czy nieprzyjemny hałas? Muzyka ma różne oblicza

W psychologii jest zjawisko takie jak absorpcja, czyli silne pochłonięcie uwagi przez konkretny bodziec, oraz zmieniona subiektywna ocena czasu. Kiedy uwaga przestaje regularnie rejestrować bodźce związane z szarością i męką dnia codziennego,  czas może być odczuwany inaczej.

Nie oznacza to, że każdy słuchający tej szokującej muzyki, doświadczy tego samego. Dla jednego taki ambient będzie źródłem skupienia, dla innej osoby tłem do pracy, dla jeszcze innego, nieszczęsnego słuchającego – nieprzyjemnym hałasem. Znaczenie mają nastrój, zmęczenie, oczekiwania, otoczenie i osobista wrażliwość. Tzw Set & Settings, czyli nastawienie i przygotowanie do takiego doświadczenia (pojęcie Set & Settings od lat jest znane wśród fascynatów psychodelików).

Ale kiedy muzyka naprawdę natrętnie wciąga, może stać się czymś w rodzaju mrocznego pokoju doświadczalnego, gdzie obiektem badań jesteś Ty sam, a szczególnie Twój umysł, a ściślej: jego mroczne i ukryte zakamarki. Muzyka mroku nie dostarcza gotowych odpowiedzi, a raczej zmienia warunki, w których pojawiają się często zupełnie nowe pytania.

Lista zakupów kontra kontemplacja nicości kosmicznej symulacji

I nagle przestajesz myśleć wyłącznie o obowiązkach, rachunkach i liście zakupów w biedrze lub w „sklepie z płazem.” Zaczynasz odczuwać zdumienie, że w ogóle istniejesz, że jesteś tutaj, że możesz słuchać, że gdzieś daleko znajdują się gwiazdy, których światło podróżuje przez niezmierny bezkres przestrzeni, a na pewnej planecie istnieje istota, która słucha dziwnych / groteskowych, kakofonicznych dźwięków, i zastanawia się nad własnym miejscem w kosmosie.

W takim momencie nawet zwyczajny fakt oddychania może wydać się czymś niesamowitym. Działa to dlatego, że na chwilę przestałeś traktować rzeczywistość jak coś oczywistego.

Widok na domek i chmury na niebie, z latarniami i słupami elektrycznymi w tle.

Kropla wody i wszechocean. Człowiek oddzielony od wszechświata?

Jest pewna myśl, która szczególnie dobrze pasuje do tego doświadczenia: -Jestem częścią wszechświata na tej samej zasadzie, na jakiej maleńka kropla wody jest częścią wszechoceanu.

Kropla nie powstaje poza wodą. Ma swoją formę, granice i chwilową odrębność, ale nie jest jakimś odrębnym bytem, lewitującym sobie w absolutnej izolacji. Można ją oddzielić od oceanu, wypić, obserwować pod mikroskopem, opisać jej cechy. Nie zmienia to tego, że należy do tego samego świata, co ocean.

Z człowiekiem jest podobnie, choć oczywiście nie w każdym szczególe, nie bądźmy tacy niedelikatni. Nasze ciała powstały w piwnych „warunkach” (można to różnie rozumieć 😉), korzystają z materii i różnych form energii, a ich istnienie zależy od tego, co się dzieje na świecie. Ludzkie ciała są też częścią przyrody (rozumianej jako rośliny, zwierzęta i inne), a nie jakimiś odrębnymi tworami. Choć tu można mieć pewne wątpliwości, bo budowa naszej psychiki jest zbyt delikatna na ziemskie warunki i ulega ciągłej traumatyzacji. No i różne cechy fizyczne anatomii ludzkich ciał też nie pasują do ziemskich warunków, np do tutejszej grawitacji.

Nasze ciała są tworem gwiazd

Atomy budujące nasze ciała pochodzą z gwiazd, np. z wybuchów supernowych. Wodór w naszym organizmie ma inną historię niż wiele cięższych pierwiastków. Jesteśmy lokalnym, króciutkim fragmentem „eonicznej” historii wszechświata. I te pierwiastki też mają termin ważności, w chemii określany jako „half life”, czyli czas połowicznego rozpadu. To czas, po którym 50% atomów danego pierwiastka ulegnie rozpadowi na mniejsze części. Dla węgla są to miliardy lat. I tak dalej – po wielu miliardach lat z wszechświata zostanie już tylko kwantowa „zupa.”

I teraz pojawia się coś dziwnego. Kropla nie musi wiedzieć, że jest częścią oceanu. Człowiek natomiast potrafi nie tylko należeć do rzeczywistości, ale także zastanawiać się nad tym, gdyż ma znacznie wyższy poziom świadomości niż atomy tworzące kroplę wody.

Może badać gwiazdy, analizować własny mózg, kontemplować psychodeliczny trans, i tworzyć dziwaczną muzykę o kosmicznej nicości i pustce. Może też słuchać tej muzyki i czuć zdumienie, że w ogóle jest coś takiego jak zdumienie.

Czy wszechświat ma świadomość?

Nie wiemy, czy wszechświat rozumiany jako „wszystko co istnieje” (może tu chodzić nie tylko o materię), posiada świadomość. Gdyż nie udowodniono tego doświadczalnie i nie ma potrzeby udawać, że znamy odpowiedź. Wystarczy zauważyć, że w pewnych warunkach część wszechświata zaczęła opisywać inną część wszechświata, a późnej skierowała ona pytania na samą siebie.

To już jest wystarczająco dziwne. Nie musimy dokładać do tego nadmiaru ezoteryzmu, aby poczuć czasami nieznośny ciężar tej myśli.

Plakat promujący kurs online o pozytywnym myśleniu i finansach, z postacią mężczyzny w okularach przeciwsłonecznych, otoczonego symbolami obfitości oraz z widokiem na tłum ludzi. Obok, bezdomny mężczyzna z kotem trzymający karton z prośbą o pomoc.

Czy istnieje coś bardziej niezwykłego niż samo istnienie?

Teraz coś ciekawego…. To relikt zatrzymanej ewolucji naszej psychiki / umysłu. Otóż przyzwyczajenie jest jednym z najbardziej skutecznych znieczuleń, jakie posiada ludzki umysł.

Codziennie otwieramy oczy i znajdujemy się w świecie. Światło, dźwięki, przedmioty, własne ciało, wspomnienia i plany, ludzie i idee. Wszystko wydaje się tak normalne, że rzadko pytamy, dlaczego istnieje rzeczywistość, w której takie rzeczy są w ogóle możliwe. Uważamy trochę, że to należy się nam „jak psu buda.” A to pytanie może ten umysł zaprowadzić w co najmniej dziwne, a czasami wręcz groźne rejony.

Najczęściej interesuje nas, co wydarzy się jutro, a nie dlaczego istnieje jutro. Zastanawiamy się, czy zdążymy do pracy, a nie jak to możliwe, że w kosmosie istnieją istoty posiadające samo pojęcie pracy i pieniędzy, przyszłości i obowiązków. Zajmujemy się zawartością fizyczną świata, niemal nigdy nie zastanawiając się nad samym faktem, że świat i w ogóle cokolwiek istnieje. Bo i po co, skoro umysł, któremu zadano to pytanie, ulega zapętleniu i czasami też uszkodzeniu.

Czemu istnieje „coś” zamiast „nic.” A czym jest coś, i czym jest nic!?

Filozofia i metafizyka od pokoleń wraca do pytania, dlaczego istnieje raczej coś niż nic. To pytanie jest tak fundamentalne, że trudno nawet ustalić, jakiej odpowiedzi miałbyś po nim oczekiwać. Nauka potrafi badać rozwój wszechświata, ale pytanie o ostateczny powód istnienia czegokolwiek nie jest po prostu kolejnym wyzwaniem, do którego trzeba lepszych teorii czy bardziej zaawansowanego sprzętu.

Może w ogóle nie ma odpowiedzi, jakiej oczekujesz Ty czy ja. Może pytanie opiera się na przeczuciach, które nie pasują do rzeczywistości na jej znanym poziomie (fizyka, natura, materia). A może nadal nie rozumiemy czegoś bardzo ważnego.

Uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiem(y)

I właśnie dlatego to pytanie jest tak potężne, jak i budzące grozę. Niepewność nie musi być pustką, bo może być przestrzenią, w której człowiek po raz pierwszy naprawdę dostrzega granice wszystkiego, i same granice w ogóle.

W gnostycyzmie można powiedzieć, że pęka iluzja oczywistości (czy też rzeczywistości 😉). W psychologii można mówić, że zmieniło się Twoje widzenie świata, i osłabieniu uległy powtarzalne przez umysł sekwencje numeryczno – literowe. W filozofii można nazwać to zdumieniem tym, że istnieje istnienie (ale kwadraturę koła zrobiłem).

Żadna odpowiedź nie musi sprawiać, że pozostałe są gorsze. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że materia rzeczywiście nie istnieje, najmniejsze cząstki elementarne to algorytmy matematyczne opisujące wszyściutko (poziom 2), zaś na poziomie najniższym (poziom 1), są jedynki i zera. Czyli informacja. Materia, a za nią także samo istnienie, nie istnieje w znanej nam formie. Udowodniliśmy to teoretycznie, ale (jeszcze) nie doświadczalnie.

Obraz przedstawia tajemniczy krajobraz kosmiczny z czarną dziurą w centrum, otoczoną kolorowymi galaktykami i symbolami naukowymi. W dolnej części widoczna jest sylwetka postaci stojącej na kamieniach, patrzącej w kierunku czarnej dziury, z napisem 'Event Horizon' na górze.

Materia, która nagle zaczęła zadawać pytania

Wyobraź sobie historię wszechświata w skrócie.

Najpierw nie ma ludzi, języka, książek, internetu ani pojęcia, że istnieje coś takiego jak istnienie i wszechświat. Nie ma też nikogo, kto mógłby się tym martwić. Zachodzą procesy fizyczne, powstają galaktyki, gwiazdy i planety. Na niektórych planetach mogą pojawić się warunki sprzyjające odpowiednio skonfigurowanej chemii, która w odpowiednio długim czasie doprowadzi do powstania życia.

Na Ziemi życie rozwijało się przez miliardy lat. To nawet nie tysiąclecia,  ale eony czasu. Pojawiały się coraz bardziej zaawansowane organizmy, a poziom ich świadomości rósł. W końcu pojawiły się istoty, które potrafią posługiwać się językiem, przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom i zastanawiać się nad własnym pochodzeniem / istnieniem.

A potem jedna z niezmiernie dużej ilości takich istot siada w pokoju, włącza Lustmord i słucha dźwięków przywodzących na myśl kosmiczną otchłań i apokalipsę.

Czy to nie jest zdumiewające samo w sobie?

Nie w sensie jakiegoś hasła z Instagrama, że wszystko dzieje się po coś; wwolucja nie musi mieć celu, a przynajmniej nie zawsze. Nie wiemy też, czy świadomość jest głównym skutkiem powstania wszechświata, czy raczej rzadkim zjawiskiem. Ale istnieje różnica pomiędzy mówieniem, że nie znamy sensu istnienia rzeczywistości, a stwierdzeniem, że rzeczywistość jest banalna.

Nie znamy odpowiedzi na wiele najważniejszych pytań świata. Nie wiemy, jak dokładnie należy rozumieć subiektywne odczucia, ani czy nasze obecne, dziurawe i niekompletne teorie wystarczą do pełnego wyjaśnienia świadomości. Istnieją badania naukowe, konkurencyjne i przy okazji sprzeczne ideologie filozoficzne, istnieją też takie rejony, w których w ogóle nie ma odpowiedzi. Jakby zatrzymywała nas jakaś niewidzialna bariera, mówiąca: „stop, zatrzymaj się, dalej przejścia nie ma, idź teraz po tym zbudzeniu się ze snu rzeczywistości dalej zajmować się tą banalną rzeczywistością.

To nie jest zaproszenie do wpisywania w każdą lukę dowolnej teorii. Ale przecież brak odpowiedzi nie oznacza, że zadawanie takich pytań jest „nieodpowiednie.” A tak przecież sądzi szczególną grupa ludzi, nadająca niestety (bez)sens naszej epoce – czyli liberalni, ateistyczni racjonaliści, wierzący w tzw. „naukę.” 

W tym sensie człowiek jest czymś więcej niż konsumentem, wyrobnikiem, partnerem, czy też przykładnym obywatelem. Nie dlatego, że posiada magiczny status bycia poza przyrodą, ale dlatego, że te role to nie całe jego istnienie. Rola nie jest w 100% nami.

Możemy być jednocześnie biologicznymi białkowymi „glutami”, istotami społecznymi, ciałami z własnym życiem i fragmentami kosmosu, który potrafimy poznawać w maleńkim jego procencie. Nie ma sprzeczności w tym, że jesteśmy tacy mali w tym wszechświecie, i że jednocześnie doświadczamy własnego istnienia jako czegoś bardzo istotnego i ogromnego.

Ilustracja przedstawiająca dualizm między Demiurgiem a Archontami, z symboliką kontrowersyjnych tematów takich jak media, edukacja, zdrowie i zjawiska nieziemskie, zestawiona z wizerunkiem ludzi obserwujących szachownicę, wskazując na grę jako metaforę życia.

Gnostyckie przebudzenie bez taniego oświecenia

Współczesny rynek, a wręcz profesjonalny przemysł duchowości potrafi zamienić nawet najgłębsze pytania w produkt. W kapitalistyczny produkt, który ma swoją cenę. Wystarczy dodać odpowiednią muzykę, kilka symboli, obietnicę przebudzenia i kurs za cenę dobrego kompa. Nagle tajemnica istnienia zostaje opakowana w atrakcyjny zestaw instrukcji, dzięki któremu masz rzekomo / podobno podnieść wibracje, zamanifestować wymarzone życie i uzyskać dostęp do sekretów rzeczywistości.

A jeżeli nadal cierpisz, nadal masz lęki, nadal brakuje Ci pieniędzy już dwa dni po wypłacie, i nadal nie potrafisz rozwiązać wszystkich problemów, to widocznie za mało pracowałeś nad sobą. Bardzo wygodna konstrukcja kapitalistycznej sprzedaży produktu. Sprzedawca zawsze może twierdzić, że jego metoda działa, a winę za niepowodzenie ponosi klient.

Tymczasem człowiek nie staje się z automatu mądrzejszy dlatego, że poznał jakąś teorię duchową. Nie staje się też bardziej wolny tylko dlatego, że nauczył się nazywać swoje problemy energią, karmą, Archontami albo blokadami manifestacji.

Gnoza maską ego? [szok]

Można posługiwać się gnostyckimi symbolami, a jednocześnie być totalnie zniewolonym przez potrzebę bycia wyjątkowości. Można mówić o iluzji ego, a każdą krytykę traktować jako atak energetyczny…. Można deklarować, że widzi się ukryte mechanizmy świata, a jednocześnie bezrefleksyjnie powtarzać każdą teorię, na którą przypadkowo wpadłeś. Wtedy gnoza zamienia się w kolejną maskę ego.

Dojrzałe poznanie powinno zostawiać miejsce na wątpliwości i na to słynne „nie wiem.” Powinno odróżniać osobiste (czyli subiektywne) doświadczenie jakiegoś faktu od jego interpretacji, jak i od faktu samego w sobie. Powinno dopuszczać możliwość, że pewne rzeczy są fascynujące, powodujące szok i zgorszenie, choć nie znamy ich wyjaśnienia.

Nie musimy wiedzieć wszystkiego, aby coś naprawdę przeżyć

Nie musimy też udawać, że wiemy więcej, niż naprawdę wiemy.

Być może właśnie to jest jednym z najważniejszych zadań współczesnej gnozy: odzyskać zdolność do zszokowania czymś, ale bez popadania w naiwną łatwowierność. Zachować otwartość na tajemnicę, ale nie pozwolić, aby ktoś sprzedawał nam każdą fantasmagorię jako objawioną prawdę.

Osoba siedząca na szczycie góry, patrzy na zachód słońca nad krajobrazem górskim i rzeka. W tle umazana kosmiczna wizja z symbolami naukowymi i abstrakcyjnymi postaciami, podkreślająca temat filozofii i nauki.

Ciemność, która nie musi oznaczać zła

Mroczny ambient ma w sobie coś, co trudno pogodzić z kulturą nieustających pozytywnych wibracji („good vibes only”). Nie obiecuje on, że wszystko będzie dobrze, i nie próbuje zamienić każdej emocji w motywacyjny slogan. Nie zasypuje słuchacza radosnymi bodźcami.

Pozwala przebywać w przestrzeni, która nie jest ani przyjemna, ani nieprzyjemna. Jest nieokreślona, głęboka, czasem niepokojąca, czasem hipnotyzująca i powodująca psychodeliczny trans, jak u mnie.

Może właśnie dlatego tak mocno działa na wyobraźnię

Nie każda ciemność jest symbolem zła. Nie każda pustka jest brakiem. Nie każda cisza musi zostać natychmiast wypełniona czymś użytecznym.

Człowiek przyzwyczajony do ciągłych bodźców (przebodźcowanie, czyli za dużo informacji jak na możliwości umysłu), może dopiero w takiej nicościowo kosmicznej przestrzeni zauważyć, jak głośne jest jego wewnętrzne blablanie (kiedyś nazwałem tę część psychiki „Blablakiem” 😉). Ile energii zużywa na przewidywanie, porównywanie, ocenianie i odtwarzanie przeszłości. Jak trudno jest mu po prostu być obecnym, bez natychmiastowego przekształcania każdego doświadczenia w zadanie do wykonania.

W tym sensie „Aldebaran of the Hyades” może być zaproszeniem do wyjścia poza zwyczajną uwagę, w której wszystko musi natychmiast coś dawać, coś sprzedawać albo prowadzić do jakiegoś „konkretu.”

Można słuchać i niczego nie osiągać

Można sobie przez kilkanaście minut nie poprawiać siebie, nie rozwiązywać problemów i nie budować nowej (oczywiście lepszej) wersji siebie. Można po prostu obserwować, co pojawia się w świadomości, kiedy nie zmuszamy jej do ciągłego odgrywania codziennego, ziemskiego komedio – dramatu.

To nie jest magiczne lekarstwo na życie. To tylko doświadczenie, które może otworzyć interesujące pytania. Czasem jednak właśnie pytania są cenniejsze od kolejnej listy odpowiedzi, sprzedawanej jako kurs za grubą gotówkę.

Mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych patrzący w niebo z otwartym książką, z czarnym kotem obok, w otoczeniu drzew i futurystycznego miasta w tle. Elementy kosmiczne, symbol oka i napisy związane z bezpieczeństwem.

Jesteśmy obserwatorami, ale również uczestnikami

Jest w tym nieszczęsnym człowieku pewien paradoks. Potrafimy patrzeć na własne życie z dystansu, jakbyśmy obserwowali historię kogoś innego. Możemy analizować własne zachowania, rozkminiać ich przyczyny i porównywać nasze doświadczenia z tym, co przeżyli inni ludzie. Jednocześnie nie możemy całkowicie wyjść poza własne, subiektywne przecież widzenie. Nawet kiedy obserwujemy siebie w ten fajny, medytacyjny sposób, to brobimy to z określonego miejsca, z programami z przeszłości (nie wszystkie da się wyciszyć nawet wtedy….), i przy użyciu mądrych jakże ułomnych narzędzi poznawczych (zmysły, świadomość, technologia).

Nie jesteśmy wszechwiedzącymi twórcami własnego bytu

To ważne, ponieważ człowiek potrafi czasami spędzić lata na próbie zrozumienia siebie i świata (ja w latach 2010 – 2019 miałem na tym punkcie wręcz obsesję), zanim pozwoli sobie na jakiekolwiek realne działanie. Analizuje, dlaczego się boi, skąd biorą się jego przeszkody życiowe i ciągłe, nieustannie rzucane kłody pod nogi, jak ma złość, co oznaczają jego emocje i jaka teoria najlepiej opisuje jego życie. Jaka terapia, który guru, jaka metoda ezo-magiczna, i na jaki kursik za 2700 zł się wybrać, zamiast po prostu wpłacić stówę Kefirowi (to żart – żeby nie było…. 😎). To może być wartościowe, ba, ten etap jest często wręcz konieczny do dalszego rozwoju, ale analiza ma swoje granice.

Nie wszystko trzeba w 100% zrozumieć, aby zrobić mały krok do przodu!

Możemy nie znać ostatecznej natury świadomości, a jednak nauczyć się rozpoznawać własne napięcie, traumatyzacje i inne elementy jungowskiego cienia. Możemy nie wiedzieć, czy wszechświat ma konkretny sens, a mimo to budować relację. Możemy nie rozumieć wszystkich przyczyn swojego lęku, a jednak stopniowo uczyć się rozpoznawać, które sytuacje są bezpieczne, a które tak średnio.

Czasami poznanie duchowe i uczestnictwo w systemie Matrixa muszą rozwijać się razem. W przeciwnym razie człowiek może zostać na zawsze uwięzionym jako obserwator życia, czekając na moment, w którym otrzyma całą potęgę wiedzy. Taki moment może nigdy nie nadejść. I nie nadejdzie.

Być może nie musimy w 100% rozwiązać zagadki wszechświata, aby mieć prawo do uczestniczenia w nim

Być może możemy być jednocześnie niepewni posiadanej wiedzy, ale duchowo obecni. Ograniczeni przez milion i więcej czynników, ale jednocześnie ciekawi świata. Będący niczym mrówka wobec kosmosu, ale nie pozbawieni znaczenia w swoim własnym światku.

To mniej efektowne niż obietnica oświecenia w siedem dni, oczywiście w ramach uczestniczenia w bardzo drogim kursie. Jest jednak bliższe rzeczywistemu życiu. Jest surową i srogą gnozą, niczym świeżo posiekana cebula dla oczu.

Cytat Terence'a McKenna na tle jego portretu, omawiający potrzebę wspólnoty i inteligencji w tworzeniu lepszego świata.

Źródło grafiki nieznane.


Jednak gnoza nie daje odpowiedzi na wszystko, daje raczej kolejne pytania….

Być może najważniejszym błędem poszukiwaczy metaforycznego św. Graala jest przekonanie, że głębokie doświadczenie musi prowadzić do ostatecznej i całkowitej odpowiedzi. I to na wszystko! No ale tak się nie da, szanowni państwo.

Człowiek przeżywa coś niezwykłego i natychmiast chce wiedzieć, co to znaczy. Szuka teorii, symboliki, systemu ezoterycznej, który uporządkuje to w całość. Chce nazwać to doświadczenie i umieścić je w odpowiedniej szufladzie. To zrozumiałe: umysł lubi sobie tworzyć spójne (wg niego….) opowieści. Dzięki temu mechanizmowi dużo łatwiej nam się żyje. Ale czasami opowieść lub jakieś doświadczenie (a raczej najczęściej) pojawia się szybciej niż odpowiadająca mu wiedza.

Gnoza może wtedy zostać pomylona z pewnością. Człowiek przestaje ciągle badać rzeczywistość, a zaczyna dopasowywać ją do systemu, który już sam stworzył w swojej głowie (z drugiej strony, ileż kurwa można). Każdy symbol, każda zbieżność staje się znakiem, a każda wątpliwość ze strony innych ludzi zostaje uznana za dowód, że inni jeszcze nie zrozumieli. Bo przecież ja taki oświecony, a oni tacy hmmm…. zwykli.

Scio me nihil scire

W ten sposób poszukiwanie prawdy staje się szukaniem zbieżności z własnym, sztywnym już światopoglądem. A droga do duchowego ego i fanatyzmu religijnego stoi już wtedy otworem i zaprasza. A Ty jeszcze nie wiesz, co to za otwór…. 😉 A przecież najlepsze pytania często pozostają bez odpowiedzi nawet wtedy, gdy tej odpowiedzi poszukujemy. I to jest w tym ważne – piękno procesu, procesu poszukiwania. Mela Koteluk sama kiedyś śpiewała: „Poszukiwania…. To wszystko w co wyposażono nas….”

Nie wiemy, dlaczego istnieje coś zamiast niczego, i czy cokolwiek poza opisaną wyżej informacją istnieje. Nie znamy rozwiązania problemu świadomości. Nie wiemy, czy kosmos posiada jakiś oczywisty sens, ani czy nasze wglądy w naturę rzeczywistości są trafne.

Możemy badać, porównywać, formułować hipotezy i sprawdzać argumenty. Możemy korzystać z nauki, filozofii, psychologii i tradycji duchowych, pamiętając, że każda z tych dziedzin ma własne metody oraz ograniczenia.

Niewiedza / brak odpowiedzi nie jest naszym wrogiem

Czasami uczciwe „nie wiem” jest początkiem większego zrozumienia, ponieważ po raz pierwszy nie próbujemy oszukać samych siebie, że znamy odpowiedź. A każde oszustwo, czyli jakaś forma kłamstwa, odbije się na nas i częściowo, być może, także na naszym otoczeniu.

Wilk z ranami, otoczony kolczastymi gałęziami, wyrażający uczucie niepokoju, z napisem 'OVERTHINKING' w górnej części obrazu.

Źródło grafiki: EpicWill / Instagram


Kropla, która wie, że jest kroplą

Wróćmy na koniec do obrazu kropli i oceanu. Człowiek jest niewielki wobec ogromu i potęgi sił kosmosu. Jego życie trwa krótko, jego wiedza jest bardzo ograniczona, a zdolność przewidywania przyszłości pozostaje niemalże niemożliwa. Pan Jackowski jest ewenementem, białym krukiem wśród stada wron. Nie ma dostępu do wszystkiego, nie rozumie tego „wszystkiego” i nie potrafi go kontrolować. A niewiedza połączona z brakiem kontroli to często także pojawienie się wrogości wobec badanego obiektu.

Ale może też nawet o tym nie wiedzieć

Może rozpoznawać własne ograniczenia i ułomności, uczyć się, badać świat i zadawać pytania, które nie mają (natychmiastowej) odpowiedzi. Może zauważyć, że jego codzienny mikrokosmos to nie cały ogrom rzeczywistości, może dostrzec, że lęk, wstyd i społeczne żądania wpływają na sposób, w jaki człowiek postrzega siebie. Ale przecież nie oznaczają całej prawdy o nim.

Może też słuchać mrocznej muzyki i przez chwilę doświadczać świata bez konieczności przypisywania każdej sekundzie praktycznego celu, jak Jarek Kefir (no czasami….) Nie wiemy, czy kropla kiedykolwiek zrozumie ocean (to metafora taka). Nie wiemy, czy ludzkość kiedyś odpowie na te wiercące dziurę w głowie, podstawowe pytania i nie wiemy nawet, czy niektóre z tych pytań dają się rozwiązać w sposób, którego oczekujemy, bo może się okazać, że odpowiedź będzie dla nich znacznie bardziej bolesna, niż słodka i sielska niewiedza.

Tu polecam mroczny jak ta muzyka mini serial SF – Koniec Dzieciństwa.

Ale mamy też możliwość zadawania pytań właśnie teraz

To wystarczy, aby poczuć zdumienie. Nie musimy twierdzić, że jesteśmy wszechświatem w ludzkim, cielesno mięsnym wdzianku. Wystarczy zauważyć, że nie istniejemy poza nim. Nasze ciała białkowo tłuszczowe, historie, emocje, wspomnienia i myśli należą do tej samej rzeczywistości, którą próbujemy poznawać. Jesteśmy jej częścią, choć nie potrafimy jej do końca wyjaśnić.

Może właśnie dlatego tak mocno działa na psychę powyższy cytat o oceanie. Nie obiecuje, że kropla stanie się od razu wszystkim. Przypomina tylko, że nigdy nie była całkowicie oddzielona od reszty.

Możliwe,  że ppodobnie jest z człowiekiem. Nie musi porzucać własnej tożsamości, aby zobaczyć jej ostatecznie ostateczne granice. Może wciąż być jednostką / indywidualnością, aby poczuć przynależność do większej całości. Nie trzeba też na siłę udowadniać istnienia wszechświatowej świadomości zbiorowej, aby dziwić się swoją świadomością.

Futurystyczna postać w białym kombinezonie, stojąca na zamarzniętym terenie, podświetlona różowym laserem, otoczona symbolami mikrobów i diagramami, w tle zniszczone budynki i kościół.

Niech tajemnica pozostanie tajemnicą – nic się nie stanie

Na świecie, w którym każdy chce natychmiast wyjaśnić i sprzedać wszystko, i zamienić wszystko w narzędzie do osiągania kolejnych celów (nawet ezoterykę, i najczęściej chodzi tu o cele finansowe, heh), sama zdolność do zdumienia staje się czymś cennym.

Chodzi o zachowanie proporcji: moje życie jest ważne, ale nie jest całym istniejącym wszechświatem. Moje lęki są realne, ale nie zawsze poprawnie przewidują przyszłość. Przekonania mogą być użyteczne (chwilowo), ale nie muszą być jedyną i niezmienną prawdą.

A rzeczywistość? Nadal pozostaje niewyobrażalnie większa od tego, co potrafię o niej powiedzieć. To chyba jest najciekawsze w gnozie. Nie obietnica, że człowiek dostanie klucz do wszystkich drzwi, a raczej odkrycie, że przez całe życie mógł patrzeć na jedne drzwi i uważać, że za nimi nie ma już nic.

Włączasz hardkorowy projekt Lustmord, dźwięk rozlewa się w przestrzeni i nieznośnie wkręca w czaszkę. Znika rytm, który porządkuje czas w większości piosenek. Myśli zwalniają, zdążając powoli w kierunku katatonii; w końcu, wreszcie nie musisz być pracownikiem, konsumentem, zwycięzcą, przegranym, kimś atrakcyjnym albo kimś, kto nie spełnia czyichś oczekiwań. Nie musisz też niczego nikomu udowadniać. Jesteś człowiekiem, który słucha jakichś dziwnych (creepy) dźwięków wygenerowanych komputerowo na syntezatorze. A potem pojawia się to odwieczne, bardzo niepokojące pytanie: jak to możliwe, że istnieje coś takiego jak ja, tutaj, teraz, w tej ogromnej rzeczywistości?

Nie znamy odpowiedzi

I całe szczęście. Bo gdybyśmy już wiedzieli wszystko, wszechświat stałby się po prostu nudny, a tajemnica istnienia (czyli pewne sacrum) stałaby się kolejnym kapitalistycznym produktem z instrukcją obsługi w wielu językach.

Tymczasem gdzieś daleko istnieją gwiazdy, rozciąga się przestrzeń, której ogrom trudno sobie nawet wyobrazić. Na jednej z planet materia stworzyła warunki dla życia, a życie stworzyło istoty, które potrafią patrzeć w niezmierzone bezkresy ciemności, i zadawać pytania, które mają rozświetlić tę ciemność.

Jedna z tych istot właśnie słucha muzyki, i przez chwilę czuje, że jest małą kroplą w oceanie, ale nie musi z automatu stać się oceanem. Może po prostu przestać udawać, że istnieje poza nim, że może istnieć bez niego.

Polecam też inne ciekawe i AKTUALNE artykuły o tajemnicach świata i duchowości:

–Demiurg, archonci i gnoza: Przebudzenie z Matrixa
–Czy duchowość może szkodzić? O pułapkach przebudzenia
–Jak wyzwolić się z systemu? Prawdziwe drzwi do wolności
–Prawda i świadomość w szalonym świecie konfliktów
–Demiurg, linie czasowe i szokująca prawda o rzeczywistości

–Ezoteryka stała się dochodowym przemysłem!
–Szokujące rzeczy związane z przebudzeniem
–Strefa tabu: mroczna i niebezpieczna strona duchowości
–Czy duchowość jest kolejnym tematem zastępczym?

🌳 P.S. Wesprzyj niezależne dziennikarstwo Jarka Kefira! Jeśli czujesz, że takie treści są ważne i chcesz, by powstawało ich więcej – możesz okazać wdzięczność darowizną. Nie jestem zależny od koncernów i polityków, działam niezależnie, a moja sytuacja finansowa jest naprawdę trudna. Darowizn nie jest wiele. Jeśli chcesz pomóc, patrz poniżej:

1️⃣ Przelew bankowy: 16102047950000910201396282
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna

Przelewy z zagranicy: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

2️⃣ ANONIMOWO:
[ PayPal – link ], [ BuyCoffe – link ]

3️⃣ BLIK: 886 489 463

Dodaj komentarz


Odkryj więcej z Jarek Kefir Bez Cenzury - Niezależne Media

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej