Demiurg, Archonci i Zraniona Matka. Jak powstał świat oparty na oddzieleniu
Jest coś bardzo dziwnego w świecie, który uznaliśmy za normalny. Rodzisz się, uczysz się, żeby zdobyć papierek, potem masz zdobyć pracę, żeby zarobić pieniądze, żeby kupić jedzenie i mieszkanie, żeby móc dalej pracować. Płacisz rachunki, podatki, składki, ubezpieczenia, odsetki, mandaty, abonamenty i Bóg jeden wie, co jeszcze. Następnie starzejesz się, zaczynasz chorować, a na końcu umierasz. A kornik napisze Twój uładzony życiorys. W międzyczasie masz produkować, konsumować, rozmnażać się, walczyć o status i udawać, że wszystko jest w porządku. I jeszcze masz nie widzieć, że jest to jak budowanie zamku na ruchomych piaskach.
I jeszcze wszyscy mówią: takie jest życie. No właśnie, czy aby na pewno życie? A może tak działa tylko ten konkretny model rzeczywistości, czyli symulacja?

Jeden organizm zżera drugi, by przeżyć
Bo gdy spojrzysz na to z perspektywy gnostycznej, robi się naprawdę szokująco. Zamiast pytać wyłącznie „jak działa świat?”, lepiej pytać: „Dlaczego świat działa właśnie tak?” Dlaczego natura oparta jest na zżeraniu się jeden przez drugiego? Czemu jedne organizmy muszą ginąć, aby inne mogły żyć? Dlaczego ciało starzeje się w straszliwy sposób i umiera? Czemu człowiek rodzi się z uporczywym lękiem, potrzebą bezpieczeństwa i biologicznym programem przetrwania za wszelką cenę? Czemu całe społeczeństwo można zaprogramować jak sterownik maszyn CNC w jeden wielki wyścig szczurów, a następnie wmówić ludziom, że ten wyścig jest ich „wolnym wyborem”?
I tutaj zaczyna się historia, której oficjalne religie, materialistyczna nauka i system raczej nie mają ochoty opowiadać.
Gnoza: a co, jeśli ten świat nie jest oryginałem?
W klasycznej gnozie pojawia się niezwykle szokujące przesłanie: najwyższe Źródło rzeczywistości nie musi być tożsame z tym, co obserwujemy tutaj, na tym świecie, w tym systemie. To oznacza coś naprawdę niewygodnego. To obecne stworzenie (czy też natura) może być niedoskonałym odbiciem prawdziwego świata, jego kopią, w której kodzie źródłowym wkradł się błąd, niedoskonałość, zło.
Nie musisz przyjmować tego jako faktu klasyczno fizycznego. Możesz potraktować to jako metafizyczny model. Ale kiedy raz zaczniesz patrzeć w ten sposób, wiele rzeczy zaczyna układać się w dziwnie i przerażająco spójną układankę.
Świat doskonały a jego kopia
Wyobraź sobie świat, w którym istnieje pierwotna pełnia: świadomość, jedność, bezwarunkowa obfitość, brak lęku, brak przymusu dominacji, rywalizacji, wyścigu szczurów. Nie ma potrzeby walki o byt (pożeranie się nawzajem), ponieważ istnienie nie jest oparte na niedoborze.
A następnie, podczas nieudolnej kopii, dochodzi do oddzielenia: Świadomość zostaje oddzielona od materii, ojciec zostaje oddzielony od matki, duch zostaje oddzielony od formy fizycznej. I wtedy pojawia się coś, co gnostycy nazwaliby kosmiczną awarią. Nie „zło” w banalnym sensie, lecz pęknięcie całej rzeczywistości na pół (nawet w mózgu mamy dwie odmienne od siebie półkule).

Demiurg: surowy i srogi administrator rzeczywistości
W gnostycznym przesłaniu pojawia się Demiurg (nazywany także jahve, allahem, szatanem), czyli stwórca lub konstruktor niższej rzeczywistości (jej kopii). Nie musi być rozumiany jako rogaty diabeł siedzący gdzieś pod ziemią, wśród kotłów piekielnych.
Znacznie ciekawsza jest interpretacja, w której Demiurg jest symbolem inteligencji tworzącej świat fizyczny, ale pozbawiony pełnego poznania Źródła. I teraz robi się naprawdę grubo. Bo jeżeli Demiurg nie zna Pełni, to jego świat nie będzie pełnią, będzie w pewien sposób uszkodzony. Będzie imitacją, kopią, numeryczną symulacją, systemem opresji opartym na ograniczeniach. Światem, który działa, ale nie wie, dlaczego istnieje, światem praw, reguł, granic, hierarchii i upierdliwych konieczności.
Wszystko ma swą cenę….
Światem, w którym wszystko jest policzalne, wszystko ma swoją cenę, wszystko ma termin przydatności (no śmietnikowi smakosze by tu polemizowali). Każde ciało ma datę produkcji i datę śmierci, każdy organizm musi walczyć o energię i zżerać inny organizm. Każda cywilizacja musi walczyć o zasoby. A człowiek od urodzenia jest uczony, że najważniejsze pytanie brzmi: „Jak napełnić bebzun i przetrwać?”
Może właśnie tutaj znajduje się największa iluzja Matrixa / uszkodzonej symulacji, kopii. Nie musisz więzić człowieka w celi, jak testowano to około 80 lat temu; wystarczy mu wmówić, że całe życie ma walczyć o dostęp do zasobów, i zostawić go samopas, na pastwę losu.
Archonci, czyli strażnicy programu
W gnostyckiej symbolice pojawiają się również Archonci. I ponownie: można potraktować ich dosłownie albo symbolicznie / metaforycznie. Ja wolę tę drugą wersję, bo jest znacznie ciekawsza. Archonci mogą oznaczać mechanizmy podtrzymujące system oddzielenia, to niekoniecznie muszą być jakieś kosmiczne istoty.
Archontem może być mechanizm psychologiczny, instytucja, ideologia, reklama, kult pieniądza, lęk, poczucie winy, potrzeba wysokiego statusu materialnego, uzależnienie od czyjejś atencji i aprobaty. Nawet własne ego, które desperacko próbuje utrzymać pozytywny obraz siebie, resztę spychając w głębię psychiki jako jungowski cień. Archont nie musi cię zmuszać, sprawia, że sam zaczynasz pilnować swojego więzienia. chcesz mieć po prostu lepszą, większą, bardziej kolorową celę więzienną, zamiast dążyć do opuszczenia więzienia. I to jest dużo bardziej wyrafinowane.
Najlepsze więzienie to takie, którego broni sam więzień
Spójrz na współczesnego człowieka: wstaje rano, sprawdza telefon, lajki na insta, wiadomości (najczęściej same katastrofy). Potem ceny w aplikacji Moja Biedra, raty kredytu hipotecznego na 40 lat. Potem idzie do pracy, której często nie znosi (a ktoniby lubi pracować?), żeby zdobyć pieniądze, potrzebne do utrzymania życia, którego nie ma czasu przeżywać. Bo potem jeszcze dwa „niewidzialne” etaty przy dzieciach, a wieczorem jest zmęczony, więc konsumuje rozrywkę / meNdialną papkę: Netflix, TikToki (to ten serwis z głupkowatymi i szkodliwymi filmikami), Insta, gry.
Kolejne bodźce, Mózg dostaje zastrzyk dopaminy. Człowiek zasypia, a następnego dnia powtórka z rozrywki. A potem ktoś, w przypływie jedynej mądrości, jaką jego umysł na daną chwilę był w stanie wygenerować, mówi: masz wolność wyboru. No oczywiście.
Możesz wybrać kolor tapety w swoim pokoju, bank, operatora telefonu, możesz wybrać partię polityczną (którąkolwiek wybierzesz, to rządzenie będzie takie samo), tylko niekoniecznie możesz wybrać zasady (wszech)światowej gry. I tutaj właśnie pojawia się różnica między systemową wolnością wyboru, a wolnością prawdziwą.

Największym Archontem może być sam niedobór, jako przyczyna każdego zła
Jeżeli od urodzenia uczysz człowieka, że wszystkiego jest za mało, stworzysz istotę, która będzie sama siebie kontrolować. Za mało pieniędzy, czasu, seksu, atencji i uznania, statusu, urody / mięśni, sukcesu, bezpieczeństwa, lajków, i moje ulubione – za mało rozwoju osobistego / duchowego.
I człowiek zaczyna biec; biegnie całe życie, tylko że nie wie już, za czym. To jest właśnie egzystencjalny program niedoboru, wpisany jako podstawowa zasada tego systemu. A człowiek działający z pozycji braku jest idealnym konsumentem, który pracuje, je, żre, sra i śpi. Bo jeżeli wmówisz mu, że jest niekompletny,że COŚ Z NIM NIE TAK (ulubiona zagrywka duchowych guru), możesz następnie sprzedawać mu szajs, który ma tę krwawiącą duszy ranę załatać.
Perfumy naprawią atrakcyjność, samochód naprawi status, anydepresant (których sprzedaż bije ostatnio wszelkie rekordy) naprawi zdrowie tzw. rozwijanie kompetencji zawodowych da ci awans (ale już nie podwyżkę), kredyt naprawi brak pieniędzy, a następny i następny kurs duchowy za milion monet naprawi brak oświecenia.
Kółko się zamyka, a Demiurg się cieszy, bo każdemu człowiekowi dał jakąś tam planszę i jakieś zabawki, także nam, ezoterykom i teoretykom spiskowym.
Zraniona Matka i narodziny biologicznego piekła
I teraz wracamy do pierwiastka żeńskiego. Matka w swoim czystym archetypie jest Matrycą, jest przestrzenią przyjęcia życia, karmienia, rozwoju, obfitości. Oczywiście, nie chodzi o biologiczną kobietę, lecz o archetyp, pewną zasadę. Ale kiedy Matka zostaje odłączona od Ojca, od Światła, od Logos, sama matryca kreacji zaczyna działać w trybie awaryjnym.
I właśnie wtedy pojawia się Zraniona Matka. Matka nadal rodzi, ale rodzenie jest okupione cierpieniem, karmi, ale sama potrzebuje żarcia, tworzy, ale jej stworzenia zaczynają się wzajemnie zżerać (i nie tylko zresztą), daje życie, ale każde życie ma wpisaną śmierć, a wcześniej – powolny rozkład i zgniliznę. No i to życie, jest delikatnie mówiąc, bardzo kruche, słabe i podatne na wszelkie choroby, pasożyty, zranienia.
I nagle otrzymujemy naturę, którą znamy: piękną, potężną, zachwycającą, ale też bezlitosną i obojętną na cierpienia, ba, tworząca tego cierpienia jak najwięcej.
Natura nie jest jak jelonek Bambi
Współczesna kultura lubi przedstawiać naturę jako coś romantycznego: las (sam lubię tam chodzić), ptaki, motylki, kwiatki, słońce (w Polsce ta opcja jest niedostępna 😉 ). Wszystko niby ładnie i pięknie. Tylko że wystarczy spojrzeć trochę głębiej: pająk rozpuszcza ofiarę, pasożyt żyje kosztem gospodarza, drapieżnik brutalnie rozszarpuje ofiarę, ale to nie koniec.
Samce walczą o samice, organizmy konkurują o jedzenie, młode giną (u gepardów – powyżej 90%, serio), stare osobniki są wyrzucane ze stada, choroby atakują przypadkowo i czyhają non stop, mutacje pojawiają się bez pytania o sprawiedliwość genetyczno – życiową. A na końcu wszystko rozpada się w ziemię, tę Ziemię.
Nie mówię, że natura jest zła, ba, mówię coś bardziej szokującego: być może patrzymy na rzeczywistość po systemowym upadku i uznajemy ją za coś zupełnie normalnego, za wzorzec. To ogromna różnica.

Odwrócony Pierwiastek Męski
To samo stało się z zasadą Męską. Czysty Ojciec jest świadomością, ochroną, kierunkiem, strukturą i światłem, a odłączony od Praźródła Ojciec staje się tyranem, systemem władzy, hierarchią, gliniarzem, urzędasem, kontrolerem, szefem w korpo lub w firmie typu Januszex Sp. z o.o.
Staje się przede wszystkim Ojcem mówiącym: „Masz być taki, jak ci każę”, i wtedy struktura systemowa, zamiast służyć życiu, zaczyna służyć samej sobie. System potrzebuje kolejnych przepisów, aby kontrolować poprzednie przepisy, ciągłych reform, napraw, doskonaleń itp. Instytucja potrzebuje kolejnej instytucji, aby kontrolowała poprzednią, ale kto będzie kontrolował kontrolerów? Trzecia instytucja? niepotrzebna nikomu biurokracja rozmnaża się jak hydra.
A człowiek zaczyna być trybikiem; to jest odwrócony Ojciec, który nie chroni życia, lecz rządzi nim.
Kobieta i mężczyzna jako dwa pola tej samej pułapki
Warto to przenieść na poziom psychologii. Mężczyzna odłączony od Matki może stać się kontrolujący, agresywny, chłodny i natrętnie nastawiony na dominację. A kobieta odłączona od Ojca może stać się lękowa, manipulacyjna, zależna od zewnętrznego bezpieczeństwa i pochłaniająca, jak czarna dziura, która zasysa czas, atencję, pieniądze i życie partnera, bo nie ma w sobie.
Ale uwaga: to nie jest tekst o tym, że „kobiety są złe” albo „mężczyźni są źli”. To byłyby intelektualnie brednie. Chodzi o dwa uszkodzone archetypy, dwa wadliwie działające zasady główne systemu. Męskie bez żeńskiego, żeńskie bez męskiego; oba cierpią, zaczynają kompensować, próbują zdobyć na zewnątrz to, czego brakuje w środku. I właśnie z tego rodzi się wojna płci, A system może na tej wojnie świetnie zarabiać. Bo: „wielka wojna to wielka wyżerka.”
Matrix nie potrzebuje, żebyś był głupi
To jedna z najważniejszych rzeczy, bo system nie musi ogłupiać, zombifikować i debilizować wszystkich bez wyjątku; wystarczy, że sprawi, iż mądrzy ludzie będą walczyć ze sobą o głupoty. Jedni będą walczyć z drugimi: lewica z prawicą, kobiety z mężczyznami, pokolenie Z z pokoleniem Millenialsów, jedna religia z drugą, jedna grupa internetowa z drugą. Ileż ja się też przez te 17 lat świadomych publikacji (stary jestem, rocznik 1985 here), tego naoglądałem. Jedni drugich oskarżają o: herezję, zdradę, agenturalność, i tak dalej.
A nad tym wszystkim działa podstawowy mechanizm: podzielić świadomość na fragmenty. Człowiek zaczyna identyfikować się z jakąś tożsamością (np szczególnie ideologią czy religią), a potem broni jej jak własnego życia. I nie zauważa, że właśnie stał się Archontem dla samego siebie.
Największa sztuczka Demiurga
Jeżeli miałbym wskazać największą sztuczkę Demiurga, nie byłoby nią stworzenie świata piekielnego. Byłoby nią przekonanie człowieka, że piekło jest czymś normalnym i nawet nie trzeba się nad tym zastanawiać, bo tak po prostu jest, a od „filozowania” i od rządzenia są „mądre głowy.” Dalej: przekonanie go, że stres jest normalny, że chroniczny lęk jest normalny, że nienawiść jest normalna, że ciągłe wojny i wojenki wszystkich ze wszystkimi są normalne.
Że praca do od rana do wieczora jest normalna, że życie na kredyt jest normalne, że samotność w tłumie jest normalna. Że człowiek ma całe życie konsumować (głównie jeść i konsumować głupkowatą rozrywkę). Że starzenie się musi wyglądać dokładnie tak, jak wygląda, czyli w naprawdę potworny sposób, że choroba jest wyłącznie przypadkiem, któremu nie wolno zadawać metafizycznych pytań. Że świadomość jest produktem mózgu / neuronów, i że po śmierci jest po prostu „koniec”, że nie ma nic poza tym.
To jest właśnie zamknięcie perspektywy; to nie jest bycie umysłem ścisłym, lecz „ścisłackim”, jak lubię to eufemistycznie nazywać. 😉 Nie musisz człowiekowi zakładać fizycznych kajdan, wystarczy ograniczyć jego wyobrażenie tego, co jest możliwe, i przede wszystkim, co jest normalne. Bo ten świat i system, łącznie z nami wszystkimi, nie jest normalny.

Człowiek zaprogramowany na śmierć
I tutaj dochodzimy do najbardziej radykalnej i szokującej części wizji. Od dziecka uczymy się, że ciało jest maszyną z terminem ważności.: każdy się starzeje, każdy zachoruje, każdy umrze. Biologia opisuje ten proces i robi to dość dobrze, ale ten opis nie jest metafizycznym wyrokiem. Możemy opisywać obecny stan organizmu, ale nie wiemy, czy obecny stan jest ostatecznym stadium ewolucyjnym życia.
W gnostycznej perspektywie ciało może być zdegradowaną i zdegenerowaną formą większego potencjału. Być może człowiek przyjął ograniczenia własnego świata tak głęboko, że przestał już odróżniać prawo PRAWDZIWEJ rzeczywistości, od prawa KOPII rzeczywistości, a to ogromna różnica.
Maria Magdalena jako symbol odzyskania Matki
Dlatego Maria Magdalena może być odczytana jako symbol dużo bardziej radykalny, niż pozwalała na to tradycyja oficjalnego Kościoła Rzymskokatolickiego i wykładni kleru.
Nie jako grzesznica, dodatek do męskiej historii, postać stojąca gdzieś na drugim planie. Lecz jako symbol odzyskania żeńskiej pamięci. Pamięci Matki, Matrycy, ciała, intuicji, mocy kreacji, relacyjności i w końcu jedności. Ale nie tej infantylnej / głupkowatej wersji młodych i pięknych mistrzyń od „żeńskiej energii”, którą można sobie wzmocnić, ale tylko w pakiecie z kryształem mocy za 599 zł i kursem za 899 zł. A osoby piszące / mówiące niewygodną czy też bolesną prawdę klepią bidę – tak tu jest i to nie jest dobre.
Chodzi o coś znacznie bardziej pierwotnego: o odzyskanie tego aspektu człowieka, który potrafi przyjmować istnienie bez natychmiastowej potrzeby kontrolowania go.
Święte małżeństwo jako antyteza Matrixa
Matrix potrzebuje podziału, a gnoza szuka połączenia. Matrix mówi: Duch albo materia, a gnoza odpowiada: Duch i materia. Matrix mówi: mężczyzna przeciw kobiecie, a gnoza odpowiada: męskie i żeńskie w jednym człowieku. Matrix mówi: jednostka przeciw jednostce (darwinizm – walka o byt w świecie niedoboru), a gnoza odpowiada: jesteśmy fragmentami większej całości. Matrix mówi: walcz o zasoby (niekoniecznie w etyczny sposób), a gnoza pyta: dlaczego przyjęliśmy, że system musi być oparty na niedoborze?
Matrix mówi: Bój się śmierci, a gnoza tym razem pyta: kim jesteś, zanim nazwiesz siebie swoim ciałem? Kim naprawdę jesteś? (to najważniejsze pytanie świata, tak btw.). I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe przebudzenie.
Wyjście z Matrixa nie polega na ucieczce
Nie musisz wyjeżdżać do lasu, kasować internetu, spalić dowodu osobistego. Ba! Nie musisz nawet chodzić boso po górach o świcie, i mówić wszystkim, jaki to jesteś przebudzony. Bo możesz uciec z miasta, a zabrać Matrix w głowie, mieszkać w lesie i nadal być niewolnikiem statusu / atencji / czegokolwiek innego.
Możesz mówić o świadomości i nadal desperacko potrzebować lajków na TikTaku czy Insta. Możesz krytykować kapitalizm i być uzależnionym od konsumpcji przedstawicielem klasy średniej (częste w dużych miastach). Możesz mówić o wolności i panicznie bać się cudzej opinii. Najtrudniejsze więzienie znajduje się wewnątrz, dlatego prawdziwa rewolucja jest najpierw rewolucją świadomości, a nie infantylnym wyjściem na barykady na ulice. Świetnie uzbrojone i wyposażone Oddziały Prewencji zrobią Wam z dupska jesień średniowiecza, gdy tylko protest zacznie być zagrożeniem dla elity.
Archont, którego najtrudniej pokonać
Najtrudniejszy Archont nie siedzi w banku, parlamencie, korporacji, telewizji TVN. Najtrudniejszy Archont siedzi w głowie. To ten głos, który mówi: Musisz być kimś – musisz wszystkim coś udowodnić. Musisz wygrać, mieć więcej, być lepszy. Masz być podziwiany, kontrolować. Nie możesz odpuścić, być słaby, a już na pewno nie wolno Ci być inny niż większość.
A kiedy człowiek zaczyna słuchać tego głosu przez czterdzieści lub więcej lat, bierze go za własną osobowość. Zresztą, Może właśnie dlatego pierwszym krokiem gnozy nie jest zdobycie nowych informacji. Jest nim odróżnienie własnej świadomości od programu, który przez całe życie uważałeś za siebie.

Prawdziwe przebudzenie jest niewygodne dla systemu
Bo człowiek naprawdę wolny jest trudnym klientem, nie da się go łatwo przestraszyć ani zawstydzić. Nie kupuje wszystkiego tylko dlatego, że ktoś powiedział, że jest to modne. Nie nienawidzi dlatego, że algorytm podsunął mu jakiś mocno nacechowany emocjami i socjotechniką film.
Nie wielbi polityka jak zbawiciela ani nie potrzebuje guru, ideologii do wyznawania, nie potrzebuje kolejnego plemienia do podporządkowywania się mu. No i przede wszystkim nie potrzebuje stale konsumować, by czuć, że istnieje. To jest dla systemu znacznie bardziej niebezpieczne, niż kolejny internetowy buntownik krzyczący pod kamerą, że trzeba wyjść na ulice.
Bo system świetnie radzi sobie z gniewem; potrafi go sprzedać, odpowiednio obrobić i spolaryzować, potrafi go zamienić w kliknięcia. I w lajki. Ale wewnętrznej suwerenności nie da się pokonać.
Powrót Matki
Dlatego być może prawdziwa przemiana ludzkości nie będzie wyglądała jak kolejna rewolucja polityczna na ulicach, z transparentami i okrzykami: „Złodzieje! Złodzieje!” Może nie będzie czerwonych sztandarów, ulicznych barykad, wielkiego przywódcy, jednego dnia, w którym ktoś naciśnie magiczny guzik i Matrix zgaśnie.
Być może będzie to proces dużo bardziej cichy; ludzie zaczną odzyskiwać kontakt z własnym wnętrzem (tak, wiem, jakkolwiek banalnie to brzmi, ale innej drogi nie ma).
Ludzie przestaną traktować ciało jak maszynę do produkcji hajsu, przestaną traktować drugiego człowieka jak narzędzie, traktować kobietę jak zasób seksualny, traktować mężczyznę jak bankomat i ochroniarza. Przestaną traktować naturę jak magazyn surowców, a planetę traktować jak jednorazowy produkt. I wtedy zacznie się coś, czego system niedoboru naprawdę nie lubi: relacja zamiast eksploatacji.
Święta Matka nie wraca po to, żeby walczyć z Ojcem
Ostatecznie nie chodzi więc o zwycięstwo kobiecości nad męskością, a to jest teraz bardzo promowane przez system – deptanie męskości, i wychwalanie pod niebiosa kobiet. To jest kolejna wojna, a świat nie potrzebuje tej wojny. Potrzebuje zakończenia samego mechanizmu wojny.
Matka nie musi pokonać Ojca , a Ojciec – Matki. Muszą zostać ponownie połączeni. Świadomość musi ponownie spotkać się z Materią. Duch musi ponownie zamieszkać w świecie. A człowiek musi przestać być rozdarty między tym, kim jest, a tym, kim system, przez długoletnie programowanie aż od becika, kazał mu być.

I wtedy zaczyna się prawdziwa gnoza
Może więc pytanie nie brzmi: Jak wyjść z Matrixa? Może pytanie brzmi: Która część Matrixa nadal mieszka we mnie? Która część mnie potrzebuje dominacji, aprobaty, panicznie boi się śmierci chce posiadać jak najwięcej? Która chce być lepsza od innych, potrzebuje nieustannie coś konsumować, uważa, że nie zasługuje na miłość? Prywatnie, uważam, że moja zraniona, straumatyzowana część nie zasługuje na miłość. Tak to zidentyfikowałem wewnątrz siebie.
Dalej: która część głębi mojej psychiki i ego nadal wierzy, że świat jest wojną wszystkich ze wszystkimi? I co najważniejsze: kto we mnie to wszystko, ten cały cyrk uszkodzonej kopii rzeczywistego świata obserwuje? Bo jeżeli potrafisz zobaczyć program, to nie jesteś już wyłącznie programem. Efekt obserwatora, który zatrzymuje jazdę na autopilocie, i sam niejako staje się obserwowanym, tworzy specyficzny błąd w Matrixie. Tutaj znajduje się mała szczelina w murze.
Niepozorna, cicha, ale wystarczająca; przez tę szczelinę może wejść światło. A kiedy światło zaczyna padać na konstrukcję systemu, która przez tysiące lat wydawała się absolutnie wszechpotężna i niezmienna, okazuje się nagle, że wiele jej ścian było zbudowanych nie z kamienia, lecz z myśli, emocji i przekonań.
Być może właśnie dlatego Archonci najbardziej boją się nie gniewu człowieka, bo gniew można wykorzystać, to dla tych mentalnych robali świetna wyżerka. Najbardziej niewygodny jest człowiek, który przestaje reagować zgodnie z programem. Człowiek, który pamięta, który nie potrzebuje niewolnictwa uznać za bezpieczeństwo, nie potrzebuje konsumpcji uważać za szczyt szczęścia, a wściekłej dominacji uważać za siłę.
Najstarsze kłamstwo systemu Matrixa
I być może właśnie tu znajduje się prawdziwy powrót Matki. Nie jako kolejna ideologia, kult (który łatwo sprzedać w postaci kursu Manifestacji za 1200 zł), nie jako wojna kobiet z mężczyznami, czy jako ucieczka od świata, lecz jako powrót pamięci o jedności.
Bo być może najstarsze kłamstwo Matrixa nie brzmi: jesteś słaby. Najbardziej najstarsze kłamstwo brzmi: jesteś oddzielony / podzielony. A jeśli to jest kłamstwo, to cała konstrukcja zaczyna się chwiać w posadach, bo wtedy nie jesteś samotną jednostką walczącą z miliardami innych jednostek o innych poglądach. Nie jesteś wyłącznie konsumentem, pracownikiem, ciałem, numerkiem w systemie, swoim statusem. Nie jesteś nawet całkowicie tym, co przez całe życie uważałeś za własne ja, bo było one w całości zbudowane ze słów innych ludzi.
Jesteś czymś znacznie bardziej pierwotnym, i może właśnie dlatego tak bardzo próbuje się nas nauczyć zapominania o tym, kim naprawdę jesteśmy. Bo człowiek, który sobie przypomni, kim jest, przestaje być łatwym do sterowania, jak marionetką, elementem systemu. A kiedy wystarczająco wielu ludzi przestaje żyć wyłącznie z poziomu lęku, niedoboru i oddzielenia, Matrix nie musi nawet zostać zniszczony.
Po prostu przestaje mieć nad nimi władzę.
Polecam też inne ciekawe i AKTUALNE artykuły:
–Czy duchowość może szkodzić? O pułapkach przebudzenia
–Jak wyzwolić się z systemu? Prawdziwe drzwi do wolności
–Prawda i świadomość w szalonym świecie konfliktów
–Ezoteryka stała się dochodowym przemysłem!
–Szokujące rzeczy związane z przebudzeniem
–Strefa tabu: mroczna i niebezpieczna strona duchowości
–Czy duchowość jest kolejnym tematem zastępczym?
P.S. Podobał Ci się artykuł? Podaruj autorowi napiwek, w dowolnej kwocie:
Moi drodzy, mogę pisać i działać dzięki Waszemu wsparciu. Nie mam funduszy od żadnych służb czy „filantropów”, jak duże, propagandowe meNdia. Działam czysto hobbystycznie, dzieląc się z Wami tym, co jest ukrywane bądź przemilczane. Wasze wsparcie umożliwia częste i regularne publikacje. Na pewno jest to dobrze wydany pieniądz. Więc jeśli chcesz, możesz skorzystać z opcji poniżej:
1️⃣ BLIK na nr telefonu: 886 489 463
2️⃣ Przelew bankowy: 16102047950000910201396282
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna
Przelewy z zagranicy: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282
3️⃣ ANONIMOWO:
[ PayPal – link ], [ BuyCoffe – link ]



Dodaj komentarz