Moje profile – jest tam więcej materiałów:

Dołącz do 1 955 innych subskrybentów
Czy kobiety mają dziś mega duże wymagania?

Co z tymi współczesnymi kobietami i relacjami damsko męskimi?

Nadeszły czasy, w których największym problemem przeciętnego mężczyzny nie jest już zdobycie kobiety, lecz znalezienie odpowiedzi na pytanie: CO JA WŁAŚCIWIE MAM JEJ ZAOFEROWAĆ, CZEGO ONA JUŻ NIE MA? I tutaj zaczyna się cała współczesna randkowa horror i groteska.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mężczyzna mógł imponować kobiecie rzeczami stosunkowo prostymi. Miał pracę? Dobrze. Samochód? Jeszcze lepiej. Potrafił naprawić kran, wymienić gniazdko, przynieść ciężką szafę na czwarte piętro, znał się na samochodach i wiedział, co zrobić, kiedy w domu wyskoczyły korki? W oczach kobiety posiadał niemal nadprzyrodzone kompetencje. Wystarczyło, że był odpowiedzialny, pracował, nie pił na umór i nie bił żony, a już można było powiedzieć: „To jest porządny facet”.

Split scene contrasting traditional crafts with modern smart home technology

Kobieta dzięki cywilizacji tworzonej przez mężczyzn ma sielankę

Dzisiaj to już nie wystarcza. Nie dlatego, że kobiety stały się „zepsute”, choć części przebywającej na Instagramie i Tinderze rzeczywiście nieźle zryło beret. No i, ogólnie,  zmieniły się warunki gry. Współczesna kobieta może zarabiać własne pieniądze, ma własne mieszkanie albo kredyt, własny samochód, własne konto, własny telefon, własne podróże, własne zainteresowania, własne znajomości i własnego hydraulika, który przyjeżdża po dwóch dniach, bierze 350 złotych za piętnaście minut pracy i jeszcze wystawia legitną fakturę.

Kiedyś mężczyzna był często koniecznością ekonomiczną, bo chłop tyrał w polu, robił rzeczy trudne i niebezpieczne, a baba siedziała w chałupie, była całkowicie zależna od pracy i plonów męża, i niańczyła sporą gromadę dzieci. Dziś coraz częściej facet musi reprezentować znacznie, ale to znacznie więcej….

Ona sama ma samochód. I wszystko

I tutaj zaczyna się prawdziwy problem, bo kobieta, która potrafi sama ogarnąć swoje życie, nie szuka już faceta wyłącznie dlatego, że „nie pije i nie tłucze jej po łbie”. Nie potrzebuje go koniecznie do noszenia mebli, wymiany żarówki ani odwożenia jej na dworzec. Nie musi też zachwycać się faktem, że posiada samochód, bo ama ma samochód, teraz w tych warunkach nie posiadanie samochodu to jak bycie niepełnosprawnym. Sam wiem coś o tym, mieszkając na prowincji tuż pod Gdańskiem.

Elevated pedestrian walkways winding through a dense city at sunset

Po co kobietom dziś mężczyzna?

A skoro podstawowe funkcje zostały zautomatyzowane, outsourcowane albo przejęte przez samą kobietę, pozostaje pytanie: co tak naprawdę ten gość wnosi? I tutaj dochodzimy do bardzo niewygodnej rzeczy, o której współczesna kultura insta-randkowa niechętnie mówi.

W wielu tradycyjnych modelach kobieta szukała mężczyzny będącego wyżej od niej pod względem najróżniejszych cech. Czyli: silniejszego, bardziej kompetentnego, bardziej doświadczonego, zdecydowanego, dominującego, posiadającego większe zasoby / większy status. Czy choćby większą wiedzę duchową, jeśli mamy parę antysystemowców. Nie chodziło wyłącznie o miliony monet na koncie, chodziło o poczucie: „Ten człowiek ma coś, czego ja nie mam, mogę się przy nim oprzeć, odpocząć od trudnych obowiązkow, czegoś od niego nauczyć, podziwiać go.”

Ta przeklęta hipergamia u kobiet….

Można to nazwać hipergamią, można mówić o chęci posiadania chłopa o wyższym statusie, można dyskutować, na ile jest to biologiczne (mówi o tym m.in. psychologia ewolucyjna, nie lubiana przez lewactwo), a na ile kulturowe. Ale sama hipergamia jest łatwa do zauważenia: dla wielu ludzi atrakcyjność partnera rośnie, gdy posiada on cechy, które są przez nich bardzo lubiane,  i których sami mają mniej.

Dziś każda kobieta jest „premium”?

I teraz wyobraźcie sobie kobietę, która sama jest wykształcona, zarabia dobrze, zna języki, podróżuje i nawiązuje (różne 😉) kontakty z ludźmi z całego świata, potrafi prowadzić samochód, wymienić baterię w kranie, zorganizować wakacje i rozwiązać większość swoich problemów. Przychodzi mężczyzna i mówi: Jestem dobrym człowiekiem, nie piję, nie biję, pracuję, jestem wierny, mam dobre serduszko. I wtedy ona, uważająca się (słusznie lub nie), za kobietę premium, może odpowiedzieć: Dobra, ale co jeszcze?

Kiedyś wysoka wartość, dziś minimum

Bo rzeczy, które kiedyś stanowiły wyjątkową męską wartość, stały się dzisiaj podstawowym minimum minimum. Nie pijesz? No ok. Nie bijesz? Gratulacje, jesteś po prostu człowiekiem. Masz pracę? Świetnie, każdy powinien mieć, nic specjalnego. Jesteś wierny? To też podstawa. Jesteś wrażliwy? No ok. Ale gdzie jest ten mężczyzna-superman, którego można podziwiać? I właśnie tu współczesny mężczyzna wpada w pułapkę. Przez dekady polskiego matriarchatu mówiło mu się: nie bądź agresywny, bądź delikatny, rozmawiaj o emocjach, nie dominuj, nie narzucaj, nie bądź macho, nie okazuj siły, nie rywalizuj, bądź przewidywalny i bezpieczny.

A jednocześnie ten sam mężczyzna słyszy później od partnerki,  antysystemowej ezoteryczki: Dlaczego nie ma w Tobie męskiej energii, a ja jestem bardziej rozwinięta duchowo i oświecona niż Ty? A jeśli masz do czynienia z typową matrixiarą, to usłyszysz: Ej, czemu jesteś taką pizdą i w ogóle troki w kalesonach?

Two silhouetted people facing each other across a dim apartment

Witaj w roku 2026 roku, bracie

Z jednej strony kultura (czyli polski „czarny matriarchat” spod archetypu Lilith po II Wojnie Światowej), próbowała wygasić typowe męskie cechy. Z drugiej strony duża część kobiet nadal odczuwa pożądanie do mężczyzny zdecydowanego, silnego, odważnego, dominującego, trochę też egoistycznego i agresywnego, seksualnie pewnego siebie, posiadającego własny kierunek. Czyli po prostu takiego macho, inaczej: „chada.”

I tutaj powstaje jeden z największych paradoksów dzisiejszych czasów. Kobiety stały się bardziej męskie, a mężczyźni stali się bardziej kobiecy.  Oczywiście nie oznacza to, że każda kobieta jest taka sama ani że każdy mężczyzna jest „miękki.” Chodzi o zmianę środka ciężkości. Kobiety zostały zachęcone przez elity polityczne do samodzielności, asertywności, konkurencji, kariery, i niezależności. Mężczyzn zachęcano natomiast do większej emocjonalności, ugodowości, ostrożności, unikania konfliktów i rezygnacji z wzorców macho. I nagle mamy sytuację, w której obie płcie mogą być coraz bardziej samowystarczalne, ale jednocześnie coraz trudniej znaleźć między nimi klasyczną, energetyczną polaryzację.

Kobieta nie chce być słaba, ale głęboko, podświadomie chciała by być słaba

Kobieta nie chce być słaba, a mężczyzna nie chce być dominujący, by nie urazić damskich uczuć, które urazić coraz łatwiej. Kobieta mówi: Poradzę sobie sama, a mężczyzna mówi: Nie chcę się narzucać. Kobieta przejmuje inicjatywę, choć pod przymusem okoliczności i niechętnie, a mężczyzna zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem jej tym nie urazi. A potem oboje siedzą na Tinderze i zastanawiają się, dlaczego chemia zdechła gdzieś pomiędzy trzecim: hej, a czwartym: co tam?

Nie tak łatwo przeskoczyć tradycyjne role płciowe

I tutaj dochodzimy do największego paradoksu. Kulturowo można promować obraz idealnego mężczyzny jako spokojnego, łagodnego, całkowicie bezkonfliktowego, emocjonalnego i na maxa bezpiecznego. Czyli, jak to mówią kobiety, pizdusia. Niektóre kobiety mogą świadomie deklarować, że chcą przede wszystkim dobrego, spokojnego, wrażliwego faceta, a jednocześnie reagować mega silnym pożądaniem na mężczyznę posiadającego cechy archetypicznie męskie: zdecydowanie, odwagę, siłę, stanowczość, dominację,  pewność siebie, stalową psychikę, sprawczość.

Problem polega na tym, że współczesny mężczyzna dostał z tego sprzeczne dyrektywy. Masz być silny, ale nie dominujący, pewny siebie, ale nie arogancki, stanowczy, ale nie dominujący. Seksualna bestia, ale nie nachalna, wrażliwy, ale nie miękki, bogaty, ale nie materialistyczny, opiekuńczy, ale nie kontrolujący. Masz prowadzić, ale tylko wtedy, gdy kobieta chce, żebyś prowadził, i ba, masz się domyślić, jak ona chce byś prowadził i w którą stronę. Masz inicjować, ale nie możesz przekraczać granic, i masz inicjować to, co ona sobie wymarzyła (znowu musisz się domyślić). Powiedzą Ci, że masz być mężczyzną, a później wszyscy są zdziwieni, że mężczyźni nie wiedzą, co to właściwie znaczy.

Zapędzeni w kozi róg

Tymczasem kobieta również zostaje zapędzona w pewien rodzaj cywilizacyjnego i przede wszystkim biologicznego koziego rogu. Bo jeśli rzeczywiście osiągnęła ogromną niezależność, karierę, zdobyła miliony monet, status i samodzielność, to pojawia się pytanie: Kogo ma właściwie podziwiać? Jeżeli sama jest bardzo silna, będzie szukała człowieka, którego jeszcze większa siła jest dla niej interesująca. Jeżeli sama jest bardzo kompetentna, może chcieć kogoś jeszcze bardziej kompetentnego w pewnej dziedzinie, np w duchowości u ezoteryczek. Jeżeli sama ma wysoki status, to przeciętny facet nie będzie dla niej atrakcyjny. Jeżeli sama potrafi rozwiązać większość swoich problemów, mężczyzna nie może już budować swojej wartości wyłącznie na tym, że umie załatwić sprawy i ogarniać. On musi mieć własny, potężny świat.

Two silhouetted people in a modern apartment connected by a glowing light arc

I tutaj zaczyna się prawdziwe MGTOW na pełnej petardzie

Nie od płaczu, że kobiety są złe i nie od wiecznego analizowania kobiecych zachowań i humorków. Tylko od pytania: Czy moje życie jest wystarczająco zajebiste również wtedy, kiedy żadna kobieta mnie nie wybierze? Bo jeżeli odpowiedź brzmi: nie, stajesz się zakładnikiem rynku matrymonialnego i tego całego płciowego pierdolnika. Zaczynasz robić wszystko, by przypodobać się kobietom i za wszelką cenę przyciągnąć jedną z nich. A na końcu całe życie człowieka staje się wielkim castingiem do dostępu do jamy rozkoszy, by być przez kogoś wybrany. To jest właśnie pułapka, bo stajesz się zakładnikiem testosteronu. Każdy mężczyzna powinien wyjść poza tę więzienną, demiurgiczną klatkę. Powinien rozwijać swoją siłę nie po to, żeby błagać o damską atencję, lecz dlatego, że silniejszy, bardziej i bardziej niezależny mężczyzna ma po prostu większy luz życiowy:

„Jestem pierdolnięty
Wakacyjne zrycie
Luźny rap, luźna dooopa,
Luźne życie.”

Paradoks paradoksów męskości

A paradoksalnie dopiero wtedy może stać się atrakcyjny, bo człowiek, który nie potrzebuje rozpaczliwie atencji, często zaczyna posiadać cechę, której nie da się wygenerować poprzez żebranie o atencję. Czyli autonomię.

I dlatego czasy, w których można było powiedzieć: Mam dobrą pracę, jestem porządny i mam mieszkanie, powoli się kończą. Tak samo kończą się czasy, w których wystarczało kobiecie powiedzieć: Jestem niezależna i sama sobie świetnie radzę. Dziś obie permanentnie skłócone strony coraz częściej stają przed tym samym pytaniem: Co właściwie wnosisz do mojego życia, czego nie mam już sam?

Brutalne realia damsko męskie

I to pytanie jest brutalne, ale jest też oczyszczające. Bo nagle może się okazać, że najlepszą odpowiedzią nie jest ganianie za spódniczkami z wywieszonym jęzorem. Może najlepszą odpowiedzią jest zbudowanie sobie takiego życia, z którego nie trzeba uciekać w związek. Wtedy kobieta nie jest dla mężczyzny jedynym sensem życia,  terapeutką, pokojówką. A mężczyzna nie jest dla kobiety tragarzem, bankomatem, ochroniarzem ani dostawcą luksusu.

Możemy żyć bez siebie

Jeżeli spotka się 2 ludzi, którzy mogą żyć bez siebie, ale świadomie wybierają życie razem, powstaje zupełnie inna jakość. Nie: Potrzebuję Cię, bo bez Ciebie sobie nie poradzę. Tylko: Mógłbym żyć bez Ciebie, Ty mogłabyś żyć beze mnie, ale razem tworzymy coś zajebistego, czego osobno byśmy nie stworzyli. Być może właśnie to jest najbardziej szokująca lekcja dzisiejszego rynku relacji. Teraz to nie wystarczy już być potrzebnym, trzeba być wartościowym. No ale najpierw trzeba tę wartość zbudować dla siebie, a to nie jest ani łatwe, ani przyjemne; to wręcz kwadratura koła.

Polecam też inne ciekawe artykuły w temacie:
–Czy mamy kryzys męskości? Co z tymi facetami?
–Czemu feministki kochają islam i nie lubią białych?
–Dlaczego Twoja kobieta nie chce się ich kochać?

P.S. Podobał Ci się artykuł? Podaruj autorowi napiwek, w dowolnej kwocie:

Moi drodzy, mogę pisać i działać dzięki Waszemu wsparciu. Nie mam funduszy od żadnych służb czy „filantropów”, jak duże, propagandowe meNdia. Działam czysto hobbystycznie, dzieląc się z Wami tym, co jest ukrywane bądź przemilczane. Wasze wsparcie umożliwia częste i regularne publikacje. Na pewno jest to dobrze wydany pieniądz. Więc jeśli chcesz, możesz skorzystać z opcji poniżej:

1️⃣ BLIK na nr telefonu: 886 489 463

2️⃣ Przelew bankowy: 16102047950000910201396282
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna

Przelewy z zagranicy: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

3️⃣ [ PayPal – link ], [ BuyCoffe – link ]

❤️ Dziękuję każdej osobie, która wspiera mnie finansowo, udostępnia moje materiały albo po prostu tutaj zagląda. Dzięki Wam to miejsce nadal może istnieć i być rozwijane.

Dodaj komentarz


Odkryj więcej z Jarek Kefir Bez Cenzury - Niezależne Media

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej