Świat w negatywie, czyli jak słońce, lato i ciepło stały się wrogiem publicznym
Gdyby przenieść starożytnego Rzymianina, Greka, Egipcjanina czy dawnego Słowianina do współczesnej Polski w środku lipca, nieszczęśnik uznałby, że trafił do zimnej krainy opętanej przez mroczny kult. Ludzie, którzy przez wieki czcili słońce jako źródło życia, obfitości i witalności, wrzucali do rzeki kukłę Marzanny z ulgą żegnając zmarzlinę, a przesilenie zimowe świętowali jako triumf światła nad nocą, dziś zdają się marzyć o cyklicznym topieniu kukły słońca na koniec sierpnia. Żyjemy w czasach, w których logikę zastąpiono fotograficznym negatywem: czarne nazwano białym, światło zagrożeniem, a ponurą szarówkę dobrostanem.
Wszystko zaczyna się od spektaklu, jaki co wieczór serwują nam media. Przerażająca nowomowa pogodowa zmieniła zwykły, ciepły, słoneczny dzień w relację z kataklizmu. Kiedyś 30 stopni w lipcu oznaczało leżak, jezioro, grill i radość z letniego wieczoru. Dziś radiowy spiker ściszonym tonem ostrzega przed „afrykańskim żarem”, a telewizyjne mapy płoną krwistym fioletem, jakby nad kraj nadciągał deszcz ognia.
























Ten czerwony kolor na pogodowej mapie
Zabawne, że dla każdego, kto zachował odrobinę zdrowego rozsądku, ten krwisty kolor na mapie działa dokładnie odwrotnie – jest zapowiedzią doskonałego dnia na świeżym powietrzu. Z kolei zieleń i błękit w środku wakacji to po prostu ponury sygnał, że trzeba wyciągać z szafy kurtkę i marnować czas w czterech ścianach.
Jesieniary, jesieniarstwo i dziwaczna niechęć do słońca
Aby uzasadnić tę dziwaczną niechęć do słońca, wykreowano cały przemysł „jesieniarstwa”, komercyjnie napędzaną modę na bierność. Reklamy wmawiają nam, że szczytem życiowego komfortu jest owinięcie się kocem, wciśnięcie w dres i patrzenie przez szybę na deszcz z kubkiem parującego napoju. To cyniczna próba wypełnienia handlowego „martwego sezonu” i sprzedania nam bierności jako stylu życia. Zamiast korzystać z energii, jaką daje długi dzień, wybieramy dobrowolne zamknięcie i mentalne gnuśnienie.
Permanentna susza w Polsce?
Szczytem tej ideologicznej gimnastyki stało się jednak stałe żonglowanie hasłem „permanentnej suszy”. Oczywiście, nikt rozsądny nie neguje wyzwań hydrologicznych czy potrzeby retencji, ale robienie z Polski wyschniętej Sahary na podstawie kilkunastu słonecznych dni w lipcu to czysty absurd. Przecież od dekad słyszymy o katastrofie, a woda w kranach wciąż płynie, polskie rzeki nie wyschły na wiór, a półki uginają się od żywności. Co gorsza, ta narracja doprowadziła do całkowitego zaniku empatii i zdrowego rozsądku.

Powódź tysiąclecia? „Przynajmniej deszcz napoił glebę”
Kiedy podczas dramatycznych powodzi, chociażby tych w Kłodzku w 1997 czy 2024 roku, ludzie tracili dorobek całego życia, domy i bliskich pod naporem niszczycielskiego żywiołu, w sieci pojawiały się głosy odklejonych od rzeczywistości komentatorów cieszących się, że „przynajmniej deszcz napoił glebę”. Zderzenie powolnej, mierzalnej suszy z niszczycielską, natychmiastową siłą powodziowej fali pokazuje przepaść między realnym dramatem a kanapowym doktrynerstwem kogoś, kto wodę zna tylko z kranu.
Czas letni niech zostanie na stałe!
Ta sama niechęć do wykorzystywania życia w pełni objawia się w dyskusji o czasie. Stały czas letni byłby jedynym pragmatycznym rozwiązaniem dla współczesnego człowieka, który żyje po południu, a nie o czwartej rano. Dawałby nam jasne wieczory nawet w środku zimy. Zamiast tego zwolennicy czasu zimowego woleliby świt o trzeciej nad ranem w czerwcu, kiedy wszyscy śpią, w zamian za ciemności zapadające zaraz po dwudziestej. To nic innego jak marnowanie światła na rzecz celebrowania mroku.

Teatr lęku przed Słońcem
Czas wreszcie odrzucić ten sztucznie wykreowany teatr lęku i wrócić do prostego, życiowego pragmatyzmu. Słońce, wysoka temperatura i długi dzień to nie jest kataklizm, to najlepsze, co natura może nam dać w naszej szerokości geograficznej. Zamiast chować się pod kocem i bać czerwonych map na ekranie, po prostu wyjdźmy na taras i cieszmy się latem, wtedy, kiedy ono jest.
TV chce nam wmówić, że planeta płonie
Nawet jeśli telewizja próbuje nam wmówić, że właśnie płoniemy. A na owijanie się kocem i zaparzanie gorącej herbaty przy świecach przyjdzie czas jesienią i zimą, nie róbmy na siłę października z lipca, nie róbmy Zaduszek, żałoby i atmosfery pogrzebu z wakacji ani również z jesiennych resztek ciepła. Cieszmy się, że jeszcze jest trochę ciepło i nie tęsknimy za deszczem i szarugą, która u nas jest przez większość roku.
(Artykuł od Czytelnika)
Może Cię zainteresować też:
–Coś złowrogiego zawisło nad Polską i Europą
–Jaka była pogoda przed chemtrails?
–Apokalipsa dzieje się tu i teraz, np na niebie
–Coś dziwnego spadło z nieba razem z deszczem!
–Lato 2026: geoinżynieria czy anomalie pogodowe?
–Lata nie było, czuć jesień. Co się dzieje!?
P.S. Podobał Ci się artykuł? Podaruj autorowi napiwek, w dowolnej kwocie:
Moi drodzy, mogę pisać i działać dzięki Waszemu wsparciu. Nie mam funduszy od żadnych służb czy „filantropów”, jak duże, propagandowe meNdia. Działam czysto hobbystycznie, dzieląc się z Wami tym, co jest ukrywane bądź przemilczane. Wasze wsparcie umożliwia częste i regularne publikacje. Na pewno jest to dobrze wydany pieniądz. Więc jeśli chcesz, możesz skorzystać z opcji poniżej:
1️⃣ BLIK na nr telefonu: 886 489 463
2️⃣ Przelew bankowy: 16102047950000910201396282
Dla: Jarosław Kasperski, Tytuł: Darowizna
Przelewy z zagranicy: Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282
3️⃣ [ PayPal – link ], [ BuyCoffe – link ]
❤️ Dziękuję każdej osobie, która wspiera mnie finansowo, udostępnia moje materiały albo po prostu tutaj zagląda. Dzięki Wam to miejsce nadal może istnieć i być rozwijane.



Dodaj komentarz